Pionkowski The Bill wrócił do TVP

Ta ostatnia niedziela kojarzy się niektórym osobom z występem dla TVP2 zespołów KSU i The Bill. Mi udało się obejrzeć na żywo jedynie drugą część koncertu. To nie był debiut na antenie zespołu z Pionek. Czy ktoś jeszcze pamięta początek lat 90-tych, kiedy transmitowano w TVP2 Festiwal w Jarocinie? Mi najbardziej utkwiły w pamięci Gaga, Defekt Muzgó, Sex Bomba i właśnie The Bill, że swoimi kawałkami „Piosenka o Wiśle” i „Kibel”. Chodziłem wtedy do średniej szkoły. W glanach, czerwonych spodniach i z irokezem w stanie spoczynku na głowie. Był to czas iłżeckich festiwali rockowych na przystani (Kult, Apteka, Kobranocka, Skywalker, ale także Destrukcja, Bundesmaryna, Próba Samobójstwa, Protest, Currara, McAron), koncertów w Domu Kultury (McAron, Jasne Pełne) oraz rockotek, a właściwie pogotek, na licealnej sali gimnastycznej. Wyjazdy na koncerty do Radomia, Starachowic i na festiwal „Bies-Czady”, którego nie było. The Billa słucham od tamtego jarocińskiego występu do dziś, trochę z sentymentu, trochę z upodobania.

Kefira cenię za teksty, poza kilkoma wyjątkami, już od utworów zawartych na kasetach „The Biut” (np. „Banzai”, „Pałac”, „Wolność”, „Przetrwanie”) i „Początek końca” (np. „Wiara, nadzieja, miłość”, „Babiloński system”, „Modlitwa”, „Droga”, „Czarne i białe”) do tych najnowszych i najdojrzalszych. Trafia do mnie jego perspektywa i sposób spojrzenia na świat. W sumie Iłża i Pionki w latach 90-tych to były bliźniacze miejsca, położone po przeciwnych stronach Radomia. A ludzi dorosłych kształtuje w jakimś stopniu i dzieciństwo i młodość. Lubię wtrącane niby mimochodem nawiązania do wcześniejszych utworów. Cenię, że nie odcina kuponów od swojej popularności, tylko wciąż tworzy coś nowego, konsekwentnie. Nowa forma wciąż jest jednak osadzona na tych samych fundamentach. Krytyczne spojrzenie na zinstytucjonalizowany i skomercjalizowany świat, wrażliwość na położenie słabszych jednostek odrzucanych za swoją ułomność lub odmienność. Utwory „Pochwalony” i „Jad” to wciąż ważny głos, którego niekoniecznie chce się słuchać brodząc we własnym samozadowoleniu i apodyktycznym podejściu do świata. Punk rock, mimo że w znacznej mierze stał się nostalgiczną rozrywką podstarzałych ludzików, nie zdezaktualizował się jeśli wciąż wnosi coś nowego i przypomina o ważnych tematach. The Billowi wyszło na dobre, że wokalista Soko odszedł z zespołu, a jego miejsce zajął Kefir. Jego głos jest ciekawszy, zdecydowanie lepiej brzmi i bardziej pasuje do repertuaru kapeli. W niedzielę nie zawahali się zaśpiewać wspomnianych wyżej kawałków („Piosenka o Wiśle” i „Kibel”), kultowych dla słuchaczy, choć rażących dziś infantylnością.

Ale co najważniejsze wybrzmiały nowe utwory, ze świetnym „Druga w nocy”, w nieco wolniejszej i bardziej pulsującej wersji niż czadowe wykonanie na płycie „Historie prawdziwe”. Tak sobie pomyślałem, że doskonale nadającym się do odtworzenia na pogrzebie starego punkowca. I tym optymistycznym akcentem należy zakończyć wątek „z regionu radomskiego”. A ciekawostką „z regionu świętokrzyskiego” jest to, że w Ostrowcu Świętokrzyskim (przedwojennym Ostrowcu Iłżeckim) działał w latach 80-tych zespół o takiej samej nazwie, też punkrockowy.

Nadanie imienia Szkole Rolniczej w Chwałowicach

W dniu 16 czerwca 1979 r. – z okazji jubileuszu 50-lecia Szkoły Rolniczej i 35-lecia utworzenia Polski Rzeczpospolitej Ludowej – Kurator Oświaty i Wychowaniu w Radomiu Mieczysław Janik nadał Zespołowi Szkół Rolniczych w Chwałowicach imię Bohaterów Ziemi Iłżeckiej. W tym samym miesiącu odbyły się uroczystości szkolne, podczas których odsłonięto żeliwną tablicę pamiątkową wmurowaną w ścianę gmachu szkolnego oraz ufundowano nowy sztandar szkolny.

Finał zmagań mieszkańców bloków w Chwałowicach

W związku z tym, że na blogu zamieszczane były informacje na temat sytuacji mieszkańców bloków przy dawnej Szkole Rolniczej w Chwałowicach, należy podsumować dotychczasowe wydarzenia. Spór pomiędzy mieszkańcami a władzami Powiatu Radomskiego oraz Zespołu Szkół i Placówek dotyczył odgrodzenia terenu szkolnego od części zabudowanej blokami, podwyżek czynszu oraz wysokości bonifikaty przy ewentualnej sprzedaży poszczególnych lokali byłym nauczycielom i pracownikom lub ich następcom prawnym.

Odgrodzenie kompleksu szkolnego, co należy łączyć z budową koszmarnej przewiązki pomiędzy byłym internatem, a głównym budynkiem szkolnym, jak również likwidacją nieodżałowanego „akropolu” na rzecz obserwatorium planetarnego i jego zaplecza, stało się faktem. Mieszkańcy bloków wraz z upływem czasu przyzwyczaili się do tego i stracili nadzieję, że coś jeszcze można w tym względzie zmienić. Blisko 100-letnia symbioza tego miejsca została zlikwidowana. Obietnice nowego dyrektora o możliwości udostępnienia boisk mieszkańcom, przynajmniej w weekendy, nie znalazły pokrycia w działaniach władz powiatowych i nic w tym temacie się nie dzieje. A czy się coś wydarzy? Wątpię, ale zobaczymy.

W sprawie podwyżek czynszu Zespół Szkół i Placówek „odniósł zwycięstwo”. To znaczy w większości przypadków skutecznie wprowadził aneksami nowe stawki, zaskakując mieszkańców wizytami w mieszkaniach i przekazem o konieczności niezwłocznego podpisania dokumentów. Słabsze strony stosunku najmu poddały się i nie miały siły na dochodzenie swych praw na drodze postępowania sądowego. Notabene procesy zainicjowane przez „krnąbrnych” mieszkańców trwały miesiącami lub latami, kończąc się orzeczeniami sądu uwzględniającymi częściowo zgłaszane roszczenia. Na koniec władze powiatowe uzależniły udzielenie bonifikaty na sprzedaż lokali od spłaty wszystkich zadłużeń wobec Zespołu Szkół i Placówek. Klasyczny szantaż okazał się skuteczny.

Hitem są okoliczności sprzedaży poszczególnych lokali mieszkańcom. Starosta Trelka podczas podpisywania aktów notarialnych nie powstrzymał się od komentarzy o „dobrodziejstwie” powiatu, wyzbywającego się ponoć majątku za bezcen. Oczekując chyba dozgonnej wdzięczności ze strony nabywców. Oficjalnie zaś dziękował byłemu wicestaroście Kozerze za doprowadzenie do sprzedaży mieszkań po tak korzystnych dla właścicieli stawkach. Prawda jest jednak taka, że tylko z powodu okoliczności niezależnych od powiatu oraz dzięki wytrwałości i twardej postawie mieszkańców doszło do sprzedaży. Początkowo starostwo nie miało zamiaru udzielać bonifikat za wykup, dowodem czego są pisma kierowane do pełnomocnika mieszkańców. Starano się iść w kierunku sprzedaży po cenach rynkowych bez upustów. Do ustępstw starostwo zostało zmuszone stanowiskiem mieszkańców, marnym zainteresowaniem przetargami, na których po cenach rynkowych oferowano sprzedaż wolnych lokali, a także naciskami ze strony Zespołu Szkół i Placówek, który miał dosyć dalszego zarządzania mieszkaniami. Uchwała rady powiatu wprowadziła w końcu bonifikatę w wysokości 2% za każdy rok zamieszkania w lokalach przy byłej Szkole Rolniczej w Chwałowicach, nie więcej niż 80%. Ustawa o gospodarce nieruchomościami dopuszczała tymczasem udzielenie bonifikat nawet w wysokości 95%, z czego gminy korzystały w latach 90-tych w przypadku sprzedaży mieszkań pracowniczych przy pozostałych szkołach rolniczych w byłym województwie radomskim oraz mieszkań tzw. „lekarskich” w Iłży. Chwałowice zostały potraktowane inaczej. No ale przekonanie władz powiatowych o swym „dobrodziejstwie” jest wciąż niezachwiane. Tak samo jak rzekome motywy owego przekonania.

Summa summarum tylko część mieszkań została sprzedana, bądź dotychczasowym lokatorom, bądź w przetargach po cenach rynkowych. W bloku B – 4 mieszkania z 6, w bloku C – 2 mieszkania z 5, a w bloku D – 1 mieszkanie z 4. Wynik nie powala, ale przynajmniej Zespół Szkół i Placówek uwolniony został od zarządzania lokalami. Utworzone zostały wspólnoty mieszkaniowe, które te czynności przejęły. Dla Chwałowic to novum, albowiem taka forma zarządzania mieszkaniami w tej miejscowości nigdy nie występowała.

Warto zaznaczyć, że zmiana dyrektora Zespołu Szkół i Placówek wprowadziła komunikację z mieszkańcami, bo takowa nie istniała ze strony byłej dyrektorki. Dobrze się również układa współpraca ze wspólnotami i bez zakłóceń przebiegał proces przejmowania zarządzania blokami. Szkoda tylko, że sprawczość władz szkolnych jest ograniczona i uzależniona od władz powiatowych. A to nie rokuje najlepiej choćby w sprawie udostępnienia boisk mieszkańcom bloków w weekendy.

Jak już zasygnalizowano, w sprawach sądowych zapadały rozstrzygnięcia kompromisowe, kwestia nielegalnej wycinki drzew pod egidą byłej dyrektorki zakończyła się skandaliczną decyzją byłego burmistrza o umorzeniu postępowania, a sprawa dostępu do blokowanej przez nią informacji publicznej wygraną obywatela przed Naczelnym Sądem Administracyjnym w Warszawie. Póki co to koniec wieści w sprawie zmagań mieszkańców bloków w Chwałowicach.

15 lat minęło…

Ten blog powstał 28 sierpnia 2010 roku, kiedy to zostały opublikowane pierwsze wpisy na temat Chwałowic. Przez niemal 9 lat funkcjonował pod adresem chwalilza.blox.pl by w 2019 roku przenieść się pod adres chwalilza.home.blog Zmienił się nie tylko serwis, ale i szata graficzna. Nie zmieniła się natomiast tematyka, która wciąż oscyluje wokół zagadnień związanych z Chwałowicami w gminie Iłża, powiecie radomskim i województwie mazowieckim. 15 lat minęło nie bardzo wiadomo kiedy. Przyjęta formuła stała się przez ten czas nieco archaiczna w rozwijającym się świecie nowoczesnych technologii i mediów społecznościowych. Zaletą wciąż jednak pozostaje ograniczona ulotność poszczególnych wpisów, do których można wracać w każdej chwili. Póki co zaczyna się 16 rok istnienia bloga i przynajmniej na razie nie ma planów zawieszenia lub zamknięcia tego projektu.

Wakacyjne wydarzenia w Chwałowicach

W niedzielę 27 lipca po mszy w Kaplicy celebrowanej o godzinie 10 odsłonięta zostanie pamiątkowa tablica poświęcona mieszkańcom Chwałowic, którzy stracili życie podczas II wojny światowej. Jest to inicjatywa pochodzącego z Chwałowic Stefana Orczykowskiego, autora książki pt. „Nie pozwolę zapomnieć. Umarli bohaterowie są wśród nas dopóty, dopóki o nich pamiętamy”, brata poety Jana Orczykowskiego, który napisał też monografię pt. „Chwałowice na Przedgórzu Iłżeckim”.

W sobotę 2 sierpnia od godziny 15 obok remizy Ochotniczej Straży Pożarnej odbędzie się „Chwałowicki Piknik Rodzinny”. Podczas niego, oprócz wielu różnych atrakcji, będzie można również otrzymać egzemplarz albumu pt. „Fotografie wybrane. Kółko fotograficzne przy Szkole Rolniczej w Chwałowicach. Z kolekcji ocalonej przez Jana Czarneckiego”. Na 100 stronach albumu znalazło się kilkaset czarno-białych, surowych i nieretuszowanych zdjęć przedstawiających powojenną historię Chwałowic, Iłży i okolic. Wydanie ukazało się z okazji 95 urodzin miejscowego poety, radiestety i emerytowanego nauczyciela Jana Czarneckiego.

Jedlanka Nowa, zagrożenie dla ludzi, gehenna dla zwierząt

Lokalną społeczność na terenie Gminy Iłża porusza temat budowy, a dokładnie rozbudowy fermy hodowlanej drobiu na terenie Jedlanki Nowej. Mieszkańcy wioski protestują, osoby zajmujące eksponowane stanowiska bądź ich wspierają, bądź chowają głowy w piasek, bądź tłumaczą własne działania zasłaniając się przepisami wiążącymi ręce, ewentualnie winą obarczają byłego włodarza miasta i gminy. Generalnie współczują, rozumieją i chcą pomóc. Czy szczerze i skutecznie czas pokaże, a może już ujawnia. Medialne zainteresowanie sprawą, o zgrozo, wypłynęło ze strony Gazety Wyborczej, na łamach której ukazał się artykuł. Może milczenie mediów innej opcji, jedynej słusznej dla tego powiatu, ma związek z postaciami i interesami, którym szczególnie zależy na realizacji inwestycji?

Rozbudowa, jak sama nazwa wskazuje, stanowi zintensyfikowanie dotychczasowej działalności, a więc rozbudowę musiała poprzedzać budowa, będąca pierwszym etapem inwestycji. Wówczas, jak się podkreśla, nikt nie protestował. Aby jednak protestować trzeba wiedzieć, a na ile transparentne było ówczesne postępowanie to trudno dziś ocenić. Nie mam na ten temat bliższej wiedzy, zaś roztrząsanie tego jest obecnie bezprzedmiotowe, chyba że zachodziłyby podstawy do stwierdzenia nieważności tamtej decyzji (o środowiskowych uwarunkowaniach), ewentualnie którejś jej towarzyszących (o warunkach zabudowy lub pozwolenia na budowę). Wiem natomiast, że poprzedni włodarz wydał, w mojej ocenie skandaliczną, decyzję w sprawie nielegalnej wycinki drzew przez byłą dyrektorkę Zespołu Szkół i Placówek w Chwałowicach, dokonaną w celu wyeksponowania obserwatorium planetarnego, ignorując istotne dowody w sprawie, podstawione mu pod sam nos oraz pomijając przesłuchanie świadka mającego ważne informacje w sprawie, który jedynie doprowadzić mógł do wszczęcia postępowania w sprawie, ale nie miał już instrumentów prawnych, aby skutecznie zakwestionować formalne uchybienia i zaniechania organu. Przykład ten może, choć nie musi, rzutować na zachowanie poprzedniego organu gminy w innych postępowaniach administracyjnych. Wracając jednak do drugiego etapu inwestycji w Jedlance Nowej, należy zwrócić uwagę na pewne okoliczności wyłaniające się z publicznej już debaty.

Zagrożenie dla ludzi

Truizmem jest twierdzenie, że obowiązujące przepisy prawne gwarantują bezpieczeństwo użytkowania takich lub podobnych przedsięwzięć. Dla ludzi, środowiska, gleby, wody i powietrza. Oczywiście są normy, wymagania, nakazy, zakazy, uzgodnienia określonych organów, możliwości przeprowadzania kontroli itp. W ich świetle każde przedsięwzięcie może się okazać super bezpieczne i nieszkodliwe. W teorii. W praktyce jest tak, że regulacje są często niepełne, niespójne i niejednoznaczne. Bywa również tak, że założenia okazują się wystarczające dla zapewnienia ochrony, a wszystko potem toczy się swoim własnym życiem, mniej lub bardziej zgodnym z tymi założeniami. Zawsze problemem jest natomiast to, że trudniej egzekwować coś, co zostało wcześniej zatwierdzone i usankcjonowane. Bo czyni to zwykle inny organ, bo skutków nikt nie przewidział, bo nie można nadwyrężać przedsiębiorcy zbyt częstymi, a szczególnie niezapowiedzianymi kontrolami itp. Fetor rozprzestrzeniający się od strony pewnej chlewni w okolicy jest na to najlepszym dowodem. Zagrożeniom można zapobiegać o ile są takie możliwości, bo to zawsze lepsze niż zmaganie się ze skutkami zagrożeń.

Kwestie formalno-prawne

Kością niezgody stała się odmowa dopuszczenia do udziału w postępowaniu (w sprawie środowiskowych uwarunkowań) organizacji społecznej założonej przez mieszkańców. Na pierwszy rzut oka organ gminy ma rację powołując się na art. 44 ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku…, który ogranicza udział „organizacji ekologicznych” w postępowaniu, wyłączając te, które działają krócej niż 12 miesięcy licząc wstecz od dnia wszczęcia postępowania. Stowarzyszenie mieszkańców, założone naprędce, tego wymogu nie spełniło. Tymczasem art. 44 wspomnianej ustawy ma wprawdzie charakter szczególny wobec art. 31 Kodeksu postępowania administracyjnego (k.p.a.), ale nie wyłącza tego ostatniego przepisu. Inaczej mówiąc: można nie spełniać wymogów przewidzianych w art. 44, ale można być dopuszczonym do udziału w postępowaniu na podstawie art. 31 k.p.a., na który notabene stowarzyszenie się powoływało. Potwierdził to np. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 07.03.2023 r., sygn. akt: III OSK 1909/21. Wystarczy czasem trochę dobrej woli ze strony urzędu, choćby wystosowanie wezwania sugerującego pewne rzeczy, dopuszczalne gdyż zmierzające do ustalenia rzeczywistej woli wnioskodawcy. Zgodnie z zasadami ogólnymi k.p.a. i pogłębianiem zaufania społeczeństwa do władzy. Być może wsłuchanie się w głos lokalnej społeczności pozwoliłoby na zastosowanie procedury w sposób bardziej przyjazny dla niej. Samo dopuszczenie do udziału w postępowaniu nie przesądza bowiem o meritum sprawy, a przynajmniej urzeczywistnia kontrolę społeczną ważną dla mieszkańców gminy i jest jasnym sygnałem, że na ręce inwestora spojrzy nie tylko urząd.

Rację ma teoretycznie organ gminy, że decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach ma charakter decyzji związanej, a nie uznaniowej, co oznacza, że spełnienie warunków enumeratywnie wymienionych w ustawie powoduje, że organ musi wydać decyzję pozytywną dla wnioskodawcy. Razi trochę taka asekuracja. Póki co ponoć inwestor otrzymał negatywną opinię sanitarną, więc na razie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach nie zdobędzie, ale to wcale nie oznacza, że pozytywnej opinii sanitarnej nie uzyska w przyszłości. Nie jest jednak też tak, że burmistrz nie ma możliwości wydania decyzji odmownej. W sprawie, w której wydawana jest decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach, kluczowym dowodem jest bowiem raport o oddziaływaniu przedsięwzięcia na środowisko. Raport taki jest dokumentem prywatnym, opracowanym przez inwestora, a zawarte w nim stwierdzenia podlegają ocenie jak każdy dowód w sprawie, zgodnie z zasadą swobodnej oceny dowodów. Zadaniem burmistrza będzie sprawdzenie zawartości raportu w kontekście spełnienia wymogów formalnych i merytorycznych. Merytorycznych, co wymaga podkreślenia. Organ musi więc samodzielnie ocenić treść raportu. Tak orzekł Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 08.06.2017 r., sygn. akt: II OSK 2584/15. Tak więc nie wystarczy przyjąć i włączyć fizycznie do akt raportu, sprawdzić kwestie formalne, lecz należy dokonać wnikliwej, krytycznej analizy. Poza tym w postępowaniu administracyjnym można dopuścić każdy dowód, w tym tzw. „kontrraport”, o ile zostanie sporządzony przez osobę uprawnioną (spełniającą wymogi z art. 74a ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku…). Zawsze też można skorzystać z opinii biegłego, jeśli treść raportu budzi wątpliwości i nie można ich rozwikłać bez posiadania wiadomości specjalnych.

Remedium dla tej sprawy byłoby uchwalenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który swą mocą może udaremnić takie inwestycje, ewentualnie je istotnie ograniczyć. Plan jest procedowany, jest jeszcze trochę czasu, bo inwestor na razie nie otrzyma decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach mając negatywne uzgodnienie, a nadto plan miejscowy, o ile wejdzie w życie, będzie miał wpływ na kolejne rozstrzygnięcia niezbędne do rozbudowy fermy. Trzeba go jednak zrobić porządnie, zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców oraz nie potknąć się na kwestiach formalnych, bo ostatnie słowo będzie należało do wojewody. I aby zminimalizować ryzyko jego uchylenia przez sądy administracyjne, bo inwestor, któremu sprzątnięto sprzed nosa łakomy kąsek raczej nie odpuści prawa do zaskarżenia planu. Za kształt planu miejscowego odpowiada już nie tylko organ wykonawczy gminy, ale także radni, bo to będzie podejmowana przez nich uchwała.

Gehenna zwierząt

Na zakończenie ostatni wątek, pomijany w sprawie i budzący śmiech „racjonalnych obywateli” wolnych od „lewackich” i „pseudoekologicznych” naleciałości. Chodzi o nędzny los zwierząt, w tym przypadku kurczaków hodowlanych. Widok kur na podwórku lub wokół niego nie jest jeszcze obrazkiem zapomnianym, a niekiedy jeszcze można go doświadczyć naocznie. Jeśli nawet trafią w końcu na stół, to jednak pozwala im się w miarę „szczęśliwie” pożyć sobie. A na pewno zgodnie z ich potrzebami behawioralnymi, bo każda kura ma instynktowną potrzebę grzebania w ziemi, skubania zieleniny, wylegiwania się na słońcu, biegania itp. Nawet ustawa o ochronie zwierząt wskazuje, że zwierzętom należy zapewnić właściwe warunki bytowania, przez które rozumie się zapewnienie zwierzęciu możliwości egzystencji, zgodnie z potrzebami danego gatunku, rasy, płci i wieku. Jednocześnie przepisy dopuszczają chów klatkowy drobiu lub ściółkowy, zamkniętych przez całe krótkie życie w ścianach kurnika istot. Żywych. Czy zapewnione są w tym przypadku właściwe warunki bytowania? Każdy może sobie sam odpowiedzieć na to pytanie. Można sobie też nie zaprzątać tym głowy, bo to „tylko zwierzę”. Nie zmienia to faktu, że ferma drobiu nie stwarza warunków odpowiadających potrzebom gatunku, będąc miejscem okrutnego chowu powodującego cierpienia fizyczne (agresja, okaleczenia, ból) oraz psychiczne (stres, strach, zobojętnienie). I to wcale nie znaczy, że zwierzęta mają być równe ludziom, lecz nie są też kawałkami mięsa, dopóki żyją i odczuwają cierpienie.