Ocalona kolekcja fotografii Chwałowic i okolic

W dniu 27 sierpnia 2021 r. w Powiatowym Instytucie Kultury przy ul. Jakubowskiego 5 w Iłży odbył się wernisaż wystawy zatytułowanej „Retrospekcje. Powiat Radomski”. Wystawa stała się możliwa dzięki ocaleniu przez Jana Czarneckiego dawnych zdjęć. Nowa oprawa graficzna stała się natomiast zasługą Norberta Jastalskiego. Wystawę uświetnił recital akordeonowy Piotra Zarzyki oraz poezja Jana Czarneckiego. Ekspozycja można oglądać w Iłży, na ogrodzeniu byłego internatu szkolnego, co najmniej do końca września. Potem odwiedzi ona inne gminy Powiatu Radomskiego. Na początek zawita do Jastrzębi i Zakrzewa.

received_259015382725090

Zaproszenie według projektu Norberta Jastalskiego

Przygoda Jana Czarneckiego z fotografią zaczęła się pod koniec lat 40-tych ubiegłego wieku, kiedy to na bazarze Korea w Radomiu kupił przypadkowo aparat fotograficzny. Pewnego dnia podszedł do człowieka, który wystawił na sprzedaż wiele szpargałów, spośród których spodobało mu się skórzane pudełko. Zapytał o cenę i zdecydował się na zakup. Wziął do ręki, zaglądnął do środka i mówi: – Panie, a tutaj jest jeszcze aparat, a w odpowiedzi usłyszał: – A ja nie wiem co tam jest, szwagier kazał sprzedać za tyle, to sprzedaję. Aparat przechowuje do dzisiaj, choć chętni kolekcjonerzy chcieli go odkupić. Następnie przez lata, od 1959 roku, prowadził w Szkole Rolniczej w Chwałowicach kółko fotograficzne. Dokumentowane było życie szkolne, w tym uroczystości i zawody, życie na wsi, wycieczki, pochody pierwszomajowe itd. Dziś nie sposób ustalić, kto był autorem poszczególnych fotografii. Wiele z nich wykonywał Jan Czarnecki, ale także uczniowie, którzy aparaty zabierali również do swoich rodzinnych miejscowości. W połowie lat 80-tych, w czasie porządków szkolnych, u schyłku swojej pracy zawodowej, Jan Czarnecki poszedł do dyrektora Zygmunta Bratka i powiedział, że po kółku fotograficznym zostało wiele sprzętu i mnóstwo klisz. Dyrektor polecił zabezpieczyć sprzęt, a klisze wyrzucić. Janowi zrobiło się jednak szkoda klisz, więc zapakował je do samochodu i w pudełkach zawiózł do domu, magazynując na strychu.

DSCN7268

DSCN7282

DSCN7304

Od tamtego czasu minęło niemal 30 lat. W 2013 roku dowiedziałem się o zbiorach Jana Czarneckiego i zwróciłem się do niego z prośbą o ich wypożyczenie. Otrzymałem wszystkie i zacząłem je wywoływać. Znalazłem niewielki zakład fotograficzny w Krakowie, prowadzony przez hobbystów fotografii, ojca i syna, którzy latami wywoływali zdjęcia w formie cyfrowej. Było to dla mnie fascynujące odkrywanie historii Chwałowic, z którymi związany jestem niemal 45 lat. Za każdym razem kiedy wracałem do domu lub pracy z pendrivem zapełnionym kolejnymi partiami zdjęć nie mogłem się doczekać ich obejrzenia. Na nowo odkrywałem miejsca, ludzi i zdarzenia związane z Chwałowicami i Szkołą Rolniczą. Ślady tej kolekcji pojawiały w wielu albumach rodzinnym mieszkańców wsi. Kolekcja, licząca ok. 18 tysięcy zdjęć, przedstawia kilkudziesięcioletnią symbiozę życia Szkoły Rolniczej z życiem mieszkańców Chwałowic, w tym pracowników szkolnych i ich rodzin. Dziś ta symbioza zostaje w sposób arogancki niszczona. Dlatego kolekcja, której ocalenie zawdzięczamy Janowi Czarneckiemu, a utrwalenie Norbertowi Jastalskiemu, nabiera symbolicznego znaczenia. Świat, który bezpowrotnie minął, nie odszedł zupełnie w niepamięć, utrwalony bowiem został na zdjęciach, które tworzą tę wyjątkową kolekcję.

DSCN7316

DSCN7323

DSCN7329

DSCN7330

DSCN7335

Fot. Ł. Smaga 27.06.2021

Maria Smaga

262

Maria Lisowska urodziła się 29 maja 1948 r. w Stanowicach na Dolnym Śląsku. W wieku kilku lat przeprowadziła się wraz z rodzicami, Marią i Antonim do Trzciany w województwie małopolskim. W roku 1965 ukończyła Liceum Ogólnokształcące w Bochni oraz rozpoczęła studia wyższe zawodowe w Wyższej Szkole Rolniczej w Krakowie na Wydziale Rolniczym. W 1970 roku uzyskała tytuł inżyniera rolnika, a od 1971 roku rozpoczęła pracę w Technikum Rachunkowości Rolnej w Chwałowicach, gdzie przeprowadziła się na stałe i wyszła za mąż, za Witolda Smagę. W 1983 roku uzyskała tytuł magistra pedagogiki rolniczej po ukończeniu studiów wyższych magisterskich na Wydziale Ekonomiczno-Rolniczym w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego Akademii Rolniczej w Warszawie. Ukończyła również w 1994 roku Studium Zaoczne Akademii Ekonomicznej w Krakowie na specjalności bankowość. W 1994 roku została uhonorowana przez Ministra Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej odznaką „Zasłużony Pracownik Rolnictwa”. W 1998 roku weszła w skład zespołu redakcyjnego publikacji: „70 lat Szkoły Rolniczej w Chwałowicach”. Wraz z mężem Witoldem uczestniczyła w przygotowaniu wielu zawodów sportowych dla uczniów, odbywających się na boisku w Chwałowicach. W 2018 roku, podczas obchodów Jubileuszu 90-lecia Szkoły w Chwałowicach, odznaczona została przez władze samorządowe medalem za osobisty wkład w rozwój historycznego miasta Iłży i Ziemi Iłżeckiej. Maria Smaga całe swoje życie zawodowe poświęciła Szkole Rolniczej w Chwałowicach. Przez 40 lat pracy uczestniczyła w kształceniu, opiece i wychowaniu setek uczniów. Wielu z wychowanków swoją wdzięczność i uznanie okazywało podczas uroczystości szkolnych oraz zjazdów absolwentów, na które była zapraszana, na ulicy, przez telefon. Na alejce, pod blokiem i na działce można było Ją spotkać z uśmiechniętą zwykle, dobrotliwą twarzą… taką jak na ostatnim zdjęciu wykonanym przy wielkanocnym stole w swoim ukochanym domu. Mama odeszła w szpitalu w Iłży w niedzielę, 9 maja 2021 r., o godzinie 9.

20180504_160837

W dzień Twojego odchodzenia
kur przysiądzie na gałęzi
pająk utka pajęczyny
kształt misternych rozgałęzi

dźwiękiem skrzypnięć wysuszonych
stara robinia Cię pożegna
lip aleja szumem liści
jesion z bratem się przeżegna

psy zamilkną w okolicy
sarny wyjdą na pagórek
zając słuchy swe nastawi
liść ułoży łańcuch mrówek

mchem wyścielą żłób z konara
co po burzy legł w jagodach
wątłe ciało w nim ułożą
wiatr zaśpiewa na zagonach

Pan Jan Czarnecki Honorowym Obywatelem Miasta i Gminy Iłża

DSCN5779

W dniu 20 czerwca 2021 roku odbyła się w Sali Widowiskowo Kinowej im. Józefa Myszki uroczysta sesja Rady Miejskiej w Iłży, podczas której została podjęta uchwała o nadaniu Panu Janowi Czarneckiemu tytułu Honorowego Obywatela Miasta i Gminy Iłża. Emerytowany nauczyciel, poeta ludowy i radiesteta z Chwałowic obchodzi w dniu dzisiejszym 91 urodziny.

DSCN5756

DSCN5792

DSCN5759

DSCN5766

DSCN5826

Fot. Ł. Smaga 20.06.2021

normal_e5be9aacc4e5af9e2bceb5f3ddbbdb10a2d260f5

Zaproszenie na uroczystość według projektu Norberta Jastalskiego

Chwałowice z czasów wojny we wspomnieniach mgr Zofii Król-Staruszewskiej

0A_3

W Szkole Rolniczej w Chwałowicach pracowałam od 01.10.1938 r. do lutego 1941 r. Początkowo, jako nauczyciel hodowli i zajęć praktycznych. W miesiącu sierpniu 1939 r. wyjechałam z młodzieżą do Zakopanego. Tam zastała mnie wojna. Z końcem sierpnia ewakuowano szpitale i ludność cywilną. Z Zakopanego zdecydowałam się wracać do Chwałowic. Już w Rabce zobaczyliśmy zasieki z drutu kolczastego i po drodze transporty wojsk. W Krakowie były wykopane rowy przeciwlotnicze, a ludzie chodzili z maskami gazowymi. Z trudem dojechaliśmy do Starachowic, w których panował niepokój. W Chwałowicach z niecierpliwością oczekiwał nas Dyrektor Daniluk. Kolega Kenig został już powołany do wojska, jak również dwóch młodych kolegów, którzy robili badania na terenie Chwałowic i mieszkali w Szkole. W nocy telefonicznie wezwano Dyrektora do wojska, a kolega Grzegolec ze mną został w Szkole. Na drugi dzień wyprawiłam uczniów na obronę Starachowic jako hufiec P. W. Zaopatrzyliśmy ich w żywność i nakazaliśmy, aby każdy dał mi znać o sobie. Pozostali mężczyźni – pracownicy wyjechali, gdyż nie chciałam ich narażać na niebezpieczeństwo. Zostałam z żonami i dziećmi Kolegów oraz dwiema tylko pracownicami tj. Kazimierą Lech i Zosią, której nazwiska nie pamiętam oraz uczniem Teodorem Cendrowskim – kaleką bez nogi, który nie mógł iść z hufcem. Przekonałam go, że obowiązkiem jego jest pozostać ze mną na posterunku i pomagać w gospodarstwie.

szkoła79

Zbiory były wspaniałe. Szkoła tonęła w kwiatach. I tak 1 września rano przyjechali żołnierze polscy do nas zaopatrzyć się w paszę i żywność. Mówili mi, że 2 pułki wojska stacjonują w Iłży i że sobie z Niemcami poradzą. Wieczorem z obydwoma dziewczętami poszliśmy doić i zadawać jeść inwentarzowi (było 25 krów, 1 buhaj, sporo cieląt rasy czerwona polska, w chlewni rasa gołębska – 10 macior z prosiętami i 2 konie). Mieliśmy dubeltówkę i trochę naboi, a Teodor Cendrowski z tą bronią pilnował w nocy stert ze zbożem. Jakby przeczuciem wiedziona mówiłam mu, aby broni ani naboi nie nosił przy sobie. W pewnym momencie zostaliśmy otoczeni przez Niemców i w czasie rewizji znaleziono kulę u Cendrowskiego. Dzięki znajomości języka niemieckiego udało się wytłumaczyć, że uczeń ten pilnuje majątku Szkoły. Pytano, gdzie są profesorowie i uczniowie? Odpowiedź moja była następująca: profesorowie zostali wysłani do wojska, a uczniów rozpuściłam do domu. Po zarekwirowaniu dubeltówki, puszczono Cendrowskiego oświadczając, że jesteśmy wolni. Odjeżdżając przecięli druty telefoniczne. Cendrowski powiedział: przecież pani uratowała mi życie. I tak zapadła noc i zaczął się bój we wsi Piłatka. Pociski świetlne padały w stronę naszych zabudowań. Kazałam wszystkim zejść z dziećmi do piwnicy, a ja z Cendrowskim obserwowałam walkę na tle płonących domów. Słyszałam krzyki: „Józek, Władek i tak zginiemy, śmierć psubratom” i nic nie mogłam im dopomóc ku naszemu wielkiemu żalowi. Myślałam o moich chłopakach, którzy z wielkim zapałem i gorącym patriotyzmem poszli bronić Ojczyzny. W noc około 100 pogorzelców z dziećmi z uratowanym dobytkiem przyszło do szkoły, prosząc o ulokowanie ich. Zostali ulokowani w budynku szkolnym, oddałam do ich dyspozycji ogródki warzywne uczniów. Leczyłam też chorych, pilnowałam higieny. Miałam również punkt noclegowy i wyżywieniowy dla uciekinierów, których wiele przewinęło się przez Szkołę. Bitwa trwała chyba 1 dzień i 1 noc – opór był bardzo silny. Zginęło mnóstwo Niemców i jeden oficer sztabowy – dowódca. Naszych żołnierzy też zginęło kilkunastu na terenie od strony Szkoły. Wyprawiłam ekipę uciekinierów z przyszytymi opaskami Czerwonego Krzyża na ramieniu, z łopatami, aby pochowali naszych zabitych, nakazawszy zabrać dokumenty, które dostarczyłam do gminy. Pewnego ranka wyszłam przed dom – wyłonił się z gęstej mgły żołnierz polski w mundurze prosząc o pomoc dla rannego kolegi, który leży w koniczynie koło Piłatki, a nie chce iść do niewoli. Przebrałam go w cywilne ubranie i po nakarmieniu z uczniem, bratem Kazi Lech (który wrócił ze Starachowic z meldunkiem, że wszyscy żyją i rozbili parę czołgów niemieckich) wyprawiłam po rannego. Miałam dwóch rannych w nogi żołnierzy w Szkole. Jeden z nich był to Józef Wrona z lubelskiego, drugiego nazwiska nie pamiętam, bo odstawiłam do szpitala w Iłży – obydwaj wrócili do domu zdrowi. Pomogłam ludziom okolicznym, gdy chcieli brać ludzi na roboty do Niemiec, posługując się językiem niemieckim, którym coraz lepiej władałam.

szkoła80

Któregoś dnia przyjechał Starosta Szczepański rodem z Pomorza – nigdy nie przyznawał się, że doskonale mówił po polsku, nie chciał wierzyć, że ja prowadzę gospodarstwo, mówił: „to niemożliwe”. Gdy zobaczył nasz naprawdę piękny inwentarz, czysto utrzymane pomieszczenia, wybieloną oborę i chlewnię, był zachwycony i wystawił mi zaraz pismo, że nie wolno nic rekwirować, że inwentarz jest zarodowy i mianował mnie papierkiem z „wroną” niemiecką jako Kierownika Gospodarstwa. Przed zakwaterowaniem się Niemców broniła mnie tablica „uwaga panuje choroba” z trupią czaszką wymalowaną przez nas. Niemcy strasznie bali się chorób i gdy zjawili się, ja z niewinną miną mówiłam o śmierci dwóch osób z uciekinierów – natychmiast wyjeżdżali. Po miesiącu chyba zjawił się Starosta Szczepański i wizytator George Moiser i pozwolili mi na uruchomienie szkoły i mianowali mnie Kierownikiem Szkoły. W międzyczasie otrzymałam wiadomość z Radomia, z obozu jeńców wojennych od Dyrektora Daniluka, żeby czynić starania o jego uwolnienie. Pojechałam tam i od Starosty niemieckiego otrzymałam na piśmie pozwolenie zabrania Dyrektora do kierowania gospodarstwem szkolnym – niestety na jego nieszczęście. Namawiałam Dyrektora z jego matką i moją, aby wyjechali do Siedlec do swojej wsi – niestety, chciał zostać, by razem prowadzić Szkołę. Między byłymi pracownikami gospodarstwa a Dyrektorem Danilukiem wynikły pewne nieporozumienia i zaczęto odgrażać się Dyrektorowi. Nastąpił donos na gestapo, że na terenie Szkoły znajduje się zakopana broń i za to odpowiedzialność ponosi Dyrektor Daniluk i Cendrowski. W dniu 20.02.1940 r. gestapo skutego Daniluka i Cendrowskiego wzięło do Iłży, a stamtąd do Radomia. Natychmiast z podaniem o zwolnienie aresztowanych pojechałam do Radomia i jakoś po wielu trudach dostałam się do komendanta Posta. Dokładnie przedstawiłam mu cała sprawę i udowodniłam, że Dyrektora w czasie bitwy pod Iłżą nie było w Chwałowicach – więc nie mógł zabrać broni z pola bitwy, lecz był w wojsku i pokazałam pismo zwalniające z obozu jeńców wojennych. Powiedziałam również, że ja w czasie bitwy byłam w Szkole, więc raczej mnie należy pociągnąć do odpowiedzialności – On jest niewinny. Na to Post: „a gdybyśmy panią zaaresztowali?”, „Byłoby to słuszne i sprawiedliwe” – odpowiedziałam. Post na to: „jest pani bardzo odważna, niech pani się nie martwi – kary śmierci nie będzie”. Zima, straszne mrozy, a ja jeździłam sankami do Radomia, wożąc aresztowanym jedzenie i bieliznę. I tak trwało do 04.07.1940 r., w którym to dniu Dyrektor Daniluk i Cendrowski zostali rozstrzelani na Firleju. Przez strażnika więziennego Polaka otrzymałam listy od aresztowanych, przez niego dostarczałam paczki żywnościowe i bieliznę. W ostatnim liście Dyrektor Daniluk pisał mi: „wiem, że zostanę wywieziony, ale nie wiem gdzie i, że mnie o tym zawiadomi”. Poszłam do gestapo prosząc o widzenie z Dyrektorem Danilukiem. Już go nie otrzymałam, a nowy komendant powiedział mi, że on jest przeznaczony na śmierć. W dniu 4 lipca pojechałam do Radomia i od strażnika dowiedziałam się, że w nocy rzeczywiście zostali wywiezieni, skuci i skrępowani drutem kolczastym na Firlej, gdzie zostali rozstrzelani, na skutek zabicia Niemców w Kielcach – tu w więzieniu zdziesiątkowano więźniów i rozstrzelano. O śmierci Dyrektora Daniluka dwóch gestapowców powiadomiło mnie osobiście i oficjalnie, na miejscu w Chwałowicach.

Kenig, Daniluk, Grzegolec

Wczesną wiosną 1941 roku przyjechał do Szkoły volksdeutsch nazwiskiem Zajontz i przedstawił się jako Kierownik Szkoły Rolniczej w Chwałowicach. Równocześnie dając mi przeniesienie na piśmie do władz niemieckich do Rożnicy. Ten von Zajontz nie wiedział, że ja rozgoryczona postawą pracowników poprosiłam o przeniesienie. Był ogromnie urzędowy. Żądał gościnnego pokoju i skierowania do restauracji. Mocno mu mina zrzedła, gdy zobaczył w Szkole tylko zimny pokój. Poznał również kolegę Keniga, którego przedstawiłam jako Kierownika Szkoły z zaznaczeniem, że na moją prośbę zostałam przeniesiona i odchodzę z Chwałowic do Rożnicy w powiecie jędrzejowskim. W 1939 roku skład pracowników Szkoły był następując: 1. Dyrektor – Stanisław Daniluk – rolnictwo; 2. Nauczyciel – Jan Kenig – ogrodnictwo; 3. Nauczyciel – Franciszek Grzegolec – przedmioty ogólnokształcące; 4. Nauczyciel – Zofia Król – hodowla; 5. Praktykant – Jakub Kowalczyk; 6. Intendentka – Leonia Jamroz; 7. Pomocnik gospodarczy – Teodor Kamenko (Chomenko). Do naszych przyjaciół należeli: Kierownik Szkoły Podstawowej pan Mazur wraz ze swoją żoną, nadleśniczy Czech i leśniczy Żmijewski. Dyrektor Daniluk był człowiekiem ogromnie oddanym młodzieży, kochającym wieś i starającym się jej byt polepszyć, oddającym całe swoje siły i umiejętności na kształcenie młodzieży na dobrych rolników i prawych ludzi. Nie znosił nieuczciwości, krętactwa i kłamstwa. Był szalenie pracowitym i oddanym Szkole, wiele wymagającym od siebie i otoczenia. Kochał młodzież, ale umiał ją utrzymać w dyscyplinie i cieszył się szacunkiem i uczuciem swoich wychowanków, jak i całego grona koleżeńskiego. Ukończył Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Starosta Szczepański został zabity w lasach starachowickich, zaś Kierownik Szkoły Zajontz w Chwałowicach, a Chomenko w Iłży. Wspomnienia wojenne są dla mnie bardzo przykre i smutne, ale młodzież, która wtedy uczęszczała do Szkoły była żądna wiedzy, bardzo wartościowa i przepojona umiłowaniem Ojczyzny i odznaczająca się wielkim patriotyzmem. To też moich wszystkich uczniów zachowałam w pamięci serdecznej i ich postawa życiowa była dla mnie osłodą w tych tragicznych chwilach.

Mgr Zofia Król-Staruszewska, nauczycielka Szkoły Rolniczej w Chwałowicach, jej Kierownik w latach 1939-1941, następnie nauczycielka w szkołach rolniczych w Rożnicy w powiecie Jędrzejowskim i w Czernichowie koło Krakowa, w którym zamieszkała.

Motyw odchodzenia w poezji Jana Czarneckiego

baner-mw-2020_600x300

W dniu 16 października 2020 r. odbyła się II Ogólnopolska Konferencja Naukowa „Motyw wędrówki w literaturze i sztuce”, zorganizowana przez Fundację na rzecz promocji nauki i rozwoju TYGIEL. Wśród gości honorowych wystąpiła dr hab. Katarzyna Smyk, prof. UMCS, Instytut Nauk o Kulturze, Wydział Humanistyczny, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej.

Tematem referatu wygłoszonego przez Panią profesor był:

Motyw odchodzenia w poezji Jana Czarneckiego z Chwałowic koło Iłży

Czarnecki J22

Abstrakt referatu:

Jan Czarnecki urodził się w 1930 roku w Chwałowicach koło Iłży w rodzinie chłopskiej. Poeta samorodny, inżynier zootechnik i magister pedagogiki, do emerytury w 1985 roku – nauczyciel przedmiotów zawodowych i prawa w Technikum Rachunkowości Rolnej w Chwałowicach. Laureat 44. edycji prestiżowej ogólnopolskiej Nagrody im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej” (2019). Wydał kilka tomików wierszy (ze wstępami Rocha Sulimy oraz Katarzyny Smyk), w których stale obecny jest motyw przemijania. Uwagę na ten wątek zwraca tomik z 2019 roku, zatytułowany Odchodzimy. Ale skąd i dokąd? Można interpretować go jako zaproszenie w drogę, uświadamiające, że jesteśmy pielgrzymami przez życie, przez przestrzeń i czas, przez doświadczenia, uczucia, relacje z bliskimi i obcymi ludźmi, ze wspomnieniami, z marzeniami. Strofy poety spod Iłży, zrodzone z drżenia i niepokoju o miłość i sens życia, doprowadzają poetę i czytelnika do zamyślenia nad przemijaniem, jakby właśnie przemijanie, mogło domknąć każdą czytelniczą refleksję i każde poetyckie zdanie, jakie Jan Czarnecki kiedykolwiek napisał i napisze. Referat przybliży formy poetyckiego obrazowania, jakie wykorzystuje autor, by opowiedzieć o swoim wyobrażeniu odchodzenia – przejścia, paschy, przewędrowania na drugą stronę.