Bitwa pod Iłżą w 1831 r.

Zwycięska dla powstańców bitwa powstania listopadowego w miejscowości Iłża i na przedpolu Iłży (trójkąt: Iłża-Krzyżanowice-Chwałowice), która miała miejsce 09.08.1831. Wojskami Polskimi dowodził gen. Samuel Różycki, zaś rosyjskimi gen. Ksenofont Kvitnitsky. Poniżej opis bitwy zaczerpnięty z dzieła pt. „Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831: od epoki na której opowiadanie swoje zakończył Maurycy Mochnacki przez Ludwika Mierosławskiego. Tom VI” (Paryż 1875). Więcej na ten temat można się dowiedzieć z książki Tomasza Glińskiego pt. „Bitwa o Iłżę w Powstaniu Listopadowym” (Iłża 2014).

„Poszkodne czucie do Kalinkowskiego, którego ciągle gdzieś wyglądał na południku Radomskim i równie ułudny wabik do Obuchowicza po tej linii, pchał Różyckich naprzód; nie później tedy jak po półtorej godzinie dobrze już od świtu zarobionego wytchnienia, Jenerał nakazał dalszy marsz ku Radomiowi, znowu przez las czteromilowy. Czoło kolumny przez pole aż do Krzyżanowic trzymała jazda Wołyńska, kiedy nie doszedłszy na półdrogi do tej wsi, dostrzegła na prawo, od Chwałowic, debuszującą konnicę także, a więc nie oddział Kalinkowskiego. Niebawem, szwadrony te przepuściły działa, które kilkoma wystrzałami obwieściły niezawodną obecność Moskwy w poprzek naszego pochodu. Była to kolumna Kwietnickoja, która idąc od Kazanowa, z Chwałowic rozchodziła się na dwie: sześcioma szwadronami zabiegała nam trakt Radomski przez Krzyżanowice, a dwoma batalionami i półbateryą, w której dwa jednorogi, po prawym brzegu rzeczki szła wprost na miasto. Wypadało nam powziąść szybkie postanowienie i albo przebić się wręcznym bojem na polu przez nieodgadnionej głębokości zaporę, albo też skorzystać z Iłżańskiej topografii, dla przyjęcia za jej osłoną boju odporno-zaczepnego. Jenerał tę drugą obrał zaradę, w wypadku bardzo trafnie, choć nieco ryzykownie; bo gdyby nie zarozumiała niecierpliwość Kwietnickoja, mogliśmy w tej jamie doczekać się za kilka godzin jego i Księcia Wirtemberskiego obławy, Rydygerskich posiłków za Kwietnickojem nie licząc. Szczęściem dla nas, wpierw nadeszły, nieprzyjaciel zbyt podziału wawrzynów druhom swym zazdroszcząc, natychmiast przystąpił do attaku. Jenerał wycofnąwszy się z pola, zaledwie miał czas północne zabudowania przed cieśniną obsadzić dla oka jedną kompanią strzelców Grotusa, z odwodem do obmurowanego cmentarza, a dwie pozostałe tegoż batalionu kompanie wraz z dywizyonem Kwiatkowskiego zaczaił na prawo strugi w dawnem mieście, w zupełnem zakryciu za górą i zamczyskiem.

Na lewo miasta i strugi, za wyniosłością cmentarza, podobnież ukrył batalion kosynierski 22go pułku, a po przed nim, na płaskowzgórzu dalej na lewo, jak najwystawniej kazał się rozwinąć szwadronom Karola Różyckiego. Mogło się nieprzyjacielowi wydawać, że tylko z tą jazdą i garstka strzelców przed cieśniną będzie się miał do rozprawienia. Dowódzca Wołyńców, niezmiennym obyczajem dwa szwadrony z pół szwadronowym przedziałem rozsunął się w jeden szereg i jedną linię, zajmującą prawie do Starosiedlic front czterech Moskiewskich; dwa drugie w niejakiej oddali, także jednoszeregowo, ale w półszwadronowych kolumnach, stanowiły rezerwę. Staczające się lekko ku nieprzyjacielowi płaskowzgórze nadawało temu szykowi perspektywę silnej brygady, a poważny spokój pionowo sztachetnych lanc, wejrzenie najregularniejszego wojska. Dragonów występujących od Krzyżanowic na płaskowzgórze, przegradzał do kolumny pieszej i armat wychodzących z Chwałowic bardzo przykry parów rzeczki; przeciwnie, nasze skrzydła mocno i swobodnie wiązały się w mieście. Dwa dywizyony dragonów a 3ci strzelc. kon. w kolumnie, acz liczebnie więcej niż o jedną trzecią przemagające nasz pułk, bardzo powolnie i nieśmiało zbliżywszy się doń na kroków dwieście, zatrzymały się jakby dla rozsunięcia się do karabinkowej palby, ale K. Różycki od tej subjekcyi zaraz je uwolni. Tymczasem nęcona zniknięciem naszego prawego skrzydła za zamkową górą, artyllerya Kwietnickoja towarzysząc zbliżającej się szybko piechocie, odprzodkowała niedaleko od kaplicy i wzięła na wskroś między – miejską cieśninę, a kościół na cel szczególny. Za wtórym strzałem, trafny granat podpalił drewnianą dzwonicę, a ztąd pożar rozdmuchany silnym wiatrem po posusze rozniósł się w mgnieniu oka na gontowe domki, i aż na gęsty stercz drewnianych krzyżów na cmentarzu. Kompania strzelców prawie bez odstrzału odstąpić musiała północnego przedmieścia i cmentarza batalionowi moskiewskiemu, z obawy bezradnego odcięcia się pożarem od połaci południowej.

Piechota moskiewska nfnie tedy wpada przez wąwóz na rynek starej Iłży; ale tu ją niemal dopierśnie ze wszystkich uliczek, wielu domów, a nawet okien palącego się kościoła wita śmierć okólna. Za uchodzącą tłumnie przez wąwóz, zrywa się przeciągły okrzyk „Jeszcze Polska nie zginęła!” a szybko zebrane w kolumnę kompanje Grotusa i Kwiatkowskiego, samem tem przekleństwem, pędzą Moskwę przez pożogę aż po kaplicę. Równając się na nie, od lewego kosynierstwo Szumskiego z Jenerałem na przodzie wychyla się na pagórek cmentarny i równie śmiało jak bezpiecznie zachodzi na lewą flankę kolumny dragonów, która się właśnie w tej chwili rozlatuje od uderzenia Wołyńców. Można powiedzieć, że cały ten zwrot zaczepny, prawie jednoczesny od końca do końca linii bojowej, nie trwał dłużej jak rozgłos grzmotu po gromnem trzaśnięciu; a pozostał bez odwetu. Jakoż, na widok batalionu w ucieczce rozsypującego mu się pod kaplicą, Kwietnickoj nie tylko że go rezerwowym czy wesprzeć, czy zastąpić nie pomyślał, że oba zamieszane z działami co żywo cofnął pod Chwałowice, a to z powodu nierównie jeszcze groźniejszego dla się widowiska po drugiej stronie parowu. Za bezbojnem wkroczeniem swojej piechoty na północne przedmieście, jenerał Moskiewski posłał pułkowi dragonów rozkaz uderzenia na nasze lewe skrzydło bez pukaniny. Za pierwszym drgnieniem Moskwy, Karol Różycki wybiegłszy o pięćdziesiąt kroków przed front, wydaje komendę „Szwadrony naprzód!” i osobiście całym cwałem konia godzi w majora Hening, który ze swej strony, hamowanym kłusem nieco wyprzedzał dywizyon znaczący szarżę z naśladowniczem umiarkowaniem. Nasz Horacyusz pędem i cięciem zrzuca przeciwnika ze siodła, ale bez obejrzenia się więcej następnych Kuracyuszów; bo sam nie minął we krwi się tarzającego, kiedy nań już od prawego i lewego wyrównane przy okrzyku „Sława Bohu”! a ledwie od cwału zgięte grzebienie grotów, tkwiły w karkach dragońskiej ciżby, szeroko ją przeskrzydlając. Pułkownik moskiewski zaplątany w kołtun złamanego dywizyonu ginie z sześdziesięcio jeźdźcami; owdowiałe konie pospołu z obsadzonemi wpadają na następny, wywracając go i wzrastającą lawiną zagniatają trzeci. Rozhukany od popłochu tabun uchodzi najprzód rdzennie zkąd przyszedł, ale Przyborowski i Dłuski rezerwowe szwadrony wypuściwszy lewem ramieniem naprzód, zabiegają mu drogę do Krzyżanowic i zaganiają na parów, prawem w tył. Massa porażeńców przegramoliła się wprawdzie przez tę zawadę, ale swoją rozsypką zupełnie zasypała piesze skrzydło Kwietnickoja na polu Chwałowic i znowu odprzodkowanym przeciwko naszemu prawemu działom wyloty zatkała.

Tej mistrzowskiej szarży i równie mistrzowskiemu po niej oskrzydleniu, winniśmy, że całe zwycięzstwo nasze opłaciło się trzydziestoma rannymi czy poległymi w piechocie, a w kawaleryi kilku draśniętymi, między którymi od kolczatego ścisku sam dowódzca. Dragonów z pożądańszymi od nich końmi dostało się ośmdziesięciu trzech do niewoli. Od ciężkich ran czy śmierci legło ich na polu brzegiem parowu aż do Malenia, sto ośmdziesięciu; lżej pokłutych, konie przez parów poniosły może drugie tyle; w piechocie moskiewskiej rannych i zabitych, przeszło pięćdziesiąt. Od początku do końca rozprawy bardzo ufny i przytomny, Jenerał od kosynierów ustawionych w czworobok przedd cmentarzem, jako oś nieruchoma zwycięzkiego zachodzenia naszej kawaleryi, pobiegł na swoje praw skrzydło. Tu troskliwie uhamował debuszowanie Grotusa i Kwiatkowskiego z odzyskanego przedmieścia na nagie pola Chwałowic, po powtórnym ogniem moskiewskiej artylleryi; rozważył, że nie ten ogień, to sama zamieć uciekających poprzecznie dragonów byłaby połamała niewprawne szyki naszym strzelcom po tej nagiej równinie, a nieprzyjaciela by nie doścignęli. Jakoż i bez naszej gonitwy, o godzinie czwartej z wieczora, wszelka Moskwa znikła nam z oczu, chowając się w las za Chwałowice. Można by się tu spytać dlaczego, drąc łyko póki się da, Karol Różycki nie próbował przeskoczyć bagnistego parowu za uciekającymi dragonami i z piechotą naszą, która z miasta debuszowała na pole Chwałowic, wziąwszy w klamrę trzy zmieszane bronie nieprzyjaciela nie poszukał sposobności ułowienia dział moskiewskich w tym zamęcie? (…)

Ostatecznie, potyczka sławniejsza niż krwawa, bezpośrednim zyskiem o wiele nie wynagradzała nam klęski ponaszanej o tej samej godzinie, o mil ztąd dziesięć, nad brzegiem Wisły; jednakże, nie nadarzy się już na tym obszarze walka tak skromnego rozmiaru, a któraby swemi moralnemi następstwami donioślej dała się poczuć obu stronom wojującym. Można powiedzieć, że trwoga zabobonna, jaką raz z tego bojowiska rozniosły białe czapki wśród licznej jazdy Rydygera, całą rozbroiła na resztę kampanii, niemal równą kilkotysięcznego niegdyś korpusu Dwernickiego urobiając famę, pięć kroć szczuplejszemu hufcowi Karola Różyckiego. Nie nasza wina, że tylko sześć szwadronów moskiewskich podstawiło się tutaj naszej straży, bo kto ją zrozumiał wyznać musi, że po przewróceniu dwóch naczelnych, cztery czy dziesięć następnych, raz rozpędzonym grotom Wołyńców znacznej by nie zrobiły różnicy. A ponieważ główna siła Rydygera polegała na jeździe, obaczemy że dość mu tej jednej przestrogi, ażeby więcej niż do samobójczego schyłku powstania, stanowczego starcia z Samuelem Różyckim nie szukał, a przeto dostateczna swobodę ruchów i naborów powyżej równoleżnika Radomsko-Kazimierskiego nam zostawił. Od tego dnia, jakby zamroczona dymem iłżeckiego pożaru, mnożąc nieobrachowanych zwycięzców przez niewyczerpalne z przypuszczenia nabory, Moskwa w sześciornasób nas widziała; więc jedynie swej drogi do mostu Kazimierskiego pilnując, odpornie się skurczy na kilkomilowo promiennem kolisku Radomia; ale co tego, to już jej przeszkodzić nie było czem. Jakoż tutaj, sytuacya tysiąca kilku set zwycięzców, bez artylleryi, rezerw ni zaręczonych posiłków, miała pełno stron ujemnych, które się żadną sławą naprawić nie dawały. Znowu trzeba się było wymknąć ztąd jak wczoraj z Opatowa, ażeby się bezradnego obsaczenia nie nabawić. Skoro trudny do obliczenia napastnik chodź odparty, samym że odwrotem swoim  zasuwał nam drogę do Radomia, snadź massa Rydygera nie daleko, a nasz związki z miastem wojewódzkiem niepowrotnie przepadły. Gdzież się teraz podzieją Kalinkowski i Obuchowicz, którzy na tym punkcie, lub na drodze od niego wiodącej zejść się mieli z kolumną jeneralską? Pytanie, na które nie było nawet czasu sobie odpowiedzieć, bo około godziny piątej, kiedy się jeszcze Kwietnickoj nie zupełnie otulił lasem Chwałowic i Jedlanki, oddział tyłozwiadny poprzedzony kilku najosadniejszymi jeźdźcami, przybiegał donosić, że Kże Wirtemberski idąc od Ostrowca przez las Miłkowski, za godzin parę będzie pod Iłżą.”

Topografia Chwałowic (cz. 3): Opocznie, Chwałowice Dolne

Opocznie, a po prawej od drzew Rzedziak. Fot. Ł. Smaga 15.07.2017

Na północ od Podjedlanki (0622641) granica Chwałowic przebiega wzdłuż Iłżanki. Obecnie zalesiony obszar, zaś dawniej zapewne rozlewisko Iłżanki po prawej stronie od jej brzegu, nosi nazwę Ostrowiec. Teren ten sięga do mostu Radzimowskiego, zwanego też mostem Matacza, których nazwa pochodzi od nazwisk właścicieli młyna wodnego i stawów znajdujących się za Iłżanką, na obszarze Wesołówki (0623505), wchodzącej w skład wsi Jedlanka Stara (0623480).

Most Radzimowskiego. Fot. Ł. Smaga 15.07.2017

Górka. Fot. Ł. Smaga 29.07.2017 

Dalej na północ położony jest na wzniesieniu obszar uprawny zwany Górką, graniczący od północy z Iłżanką, zaś od strony północno-wschodniej z lasem byłego Nadleśnictwa Małomierzyce. Między Iłżanką a lasem zlokalizowane są Łąki Antoniowskie, zaś za lasem wieś Małomierzyce (0622888) i jej najbardziej na zachód wysunięta część – Zalaski (0622919).

Skrzyżowanie przy kaplicy – Chwałowice Dolne. Fot. Ł. Smaga 19.02.2017 

Na południe od Górki położona jest część wsi Chwałowice zwana Opoczniem (0622635). Natomiast na południe o zabudowań Opocznia znajdują się łąki o nazwie Rzedziak. Droga przebiegająca przez Podjedlankę i prowadząca do Opocznia zbiegają się z szosą z Iłży do Małomierzyc, która krzyżuje się z innymi drogami przy powstałej na początku lat 90-tych kaplicy, skręcając w lewo. W sąsiedztwie skrzyżowania istniała dawniej karczma, prawdopodobnie do XIX wieku.

Droga między Chwałowicami Dolnymi a Małomierzycami. Fot. Ł. Smaga 15.07.2017 

Po prawej stronie, od strony południowej, znajduje się boisko i budynek byłej Szkoły Podstawowej w Chwałowicach. Prosto, czyli na wschód biegnie droga wzdłuż której zlokalizowane zostały zabudowania Chwałowic Dolnych (0622606), które od strony południowo-wschodniej graniczą z osadą Lipie (0622977), należącą do iłżeckiego obszaru wiejskiego.

Budynek Szkoły Podstawowej. Fot. Ł. Smaga 19.02.2017

Iłża na starych grafikach

Widok Iłży. Rok: 1914. Autor: Jan Józef Fischert. Technika: rysunek ołówkiem. Wymiary: wys. 197 x szer. 157 mm. Proweniencja: Rękopis 9173, Jan Fischer: „Pamiętnik Wielkiej Wojny”. Prawa autorskie: utwór w domenie publicznej. Aktualna lokalizacja: Zbiory Specjalne, Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie. Własność: Polska Akademia Nauk. Numer inwentarza: BZS.RKPS.9173.2.

http://pauart.pl/app/artwork?id=5632638a0cf23d5575b22741

Widok Iłży. Rok: 1861. Autor: Alfred Schouppé. Technika: ołówek, lawowanie (w tonie kremowym). Wymiary: 31,0 x 42,3. Prawa autorskie: Utwór w domenie publicznej. Własność: Muzeum Narodowe w Warszawie. Aktualna lokalizacja: Dział Muzeum -Kolekcja Rysunku Polskiego. Numer inwentarza: Rys.Pol.8851/4.

http://cyfrowe.mnw.art.pl/dmuseion/docmetadata?id=17122

Mężczyzna w wysokiej czapce i szarej sukmanie, zdobionej czerwono-niebieskimi dodatkami, na tle ruiny wieży zamczyska. Inskrypcje: u dołu podpisane: Wieśniak z okolic Iłży. Woj. Sandom. Rok: 1834-1839. Autor: Kajetan Wincenty Kielisiński. Technika: tusz i akwarela. Wymiary: 106 x 74,5. Proweniencja: Zbiory Moszyńskich. Prawa autorskie: Utwór w domenie publicznej. Aktualna lokalizacja: Gabinet Rycin, Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie. Własność: Polska Akademia Umiejętności. Numer inwentarza: BGR.RT.007.013.

http://pauart.pl/app/artwork?id=BGR_RT_007_013

Nazwy wsi od czasów Krzywoustego według Piekosińskiego

Franciszek Piekosiński (1844-1906), polski historyk, heroldyk i prawnik, profesor UJ i członek Akademii Umiejętności, w tomie III swojego dzieła „Rycerstwo polskie wieków średnich”, dotyczącego rycerstwa małopolskiego w dobie piastowskiej porusza kwestię źródeł nazewnictwa poszczególnych miejscowości. Zwraca uwagę, że Bolesław III Krzywousty (1086-1138) w okresie swojego panowania (1102-1138), doprowadził do zmian nazw wielu wsi. Z owych wsi „ojczycowych” wyeliminował ludność wieśniaczą, potomków pierwotnych zasiedleńców („ojczyców”), przenosząc ją do innych majątków monarszych, zaś opuszczone wsie, po kilka lub kilkanaście, wydawał w uposażenie rycerstwu – „dynastom”. W ten sposób uposażony „dynasta” w jednej z nadanych sobie wsi zakładał swój dwór, wskutek czego wieś zmieniała nazwę „ojczycową” na pochodzącą od swojego nowego dziedzica. W ten sposób w ciągu XII wieku powstał cały szereg nowych wsi, biorących swe nazwy już nie od wieśniaków „ojczyców”, ale od rycerzy „dynastów”.

Wśród wsi położonych na ziemi radomskiej, które w powyższy sposób zmieniły swoje nazwy Piekosiński zalicza między innymi: Wszerzedzice, wieś w parafii Iłża, której nazwa wskazuje na założyciela rycerza Wszerada, Prendocin, wieś w parafii Iłża, której nazwa wskazuje na założyciela rycerza Prandoty, członka rodu Odrowążów, Pakosław, wieś w parafii Krzynki, której nazwa wskazuje na założyciela rycerza Pakosława, członka rodu Awdańców, Goworzyna, wieś w parafii Krzyżanowice, której nazwa wskazuje na założyciela rycerza Goworę, członka rodu Rawiczów.

Muzeum Wsi Radomskiej. Fot. Ł. Smaga 13.07.2012

Chwałowic z ziemi radomskiej Piekosiński nie wymienia. Niemniej podaje, iż Chwałowice w parafii Kije, Chwałowice w parafii Zawichost, wskazują jako założyciela rycerza Chwała, czyli Chwalisława. Także Falkowa w parafii Bobowa, Fałkowa w parafii Nowy Sącz, Fałkowice w parafii Gdów,  wskazują na założyciela rycerza Falka, czyli Chwałka, czyli Chwalisława. Z kolei Faliszowice w parafii Czchów oraz Faliszów w parafii Skotniki, wskazują na założyciela rycerza Chwalisza, czyli Chwalisława, zaś Faliszówka w parafii Nienaszów i Faliszowice w parafii Chrobrzany, wskazują na założyciela rycerza Falisza, czyli Chwalisza, czyli Chwalisława.

Dr med. Zygmunt Węgliński

W opracowaniach dotyczących dziejów ziołolecznictwa i zielarstwa w Polsce systematycznie pojawia się wzmianka na temat dra med. Zygmunta Węglińskiego, pełniącego funkcję dyrektora szpitala Św. Ducha w Iłży, który omawiając swoją metodę leczenia opierał się na wielu preparatach roślinnych. Przedstawił ją w 4-częściowym opracowaniu, które zostało wydane w 1934 roku w Ostrowcu Kieleckim (takiej nazwy obecnego Ostrowca Świętokrzyskiego używano w latach 20-tych i 30-tych ubiegłego wieku). Przedmiotowe wydanie obejmowało:

Tom I: Mój system leczenia raka, Ostrowiec Kielecki 1934 (liczba stron: 15).

Tom II: Mój system leczenia gruźlicy płuc, kości i stawów, Ostrowiec Kielecki 1934  (liczba stron: 11).

Tom III: Mój system leczenia ostrych zaburzeń psychicznych, Ostrowiec Kielecki 1934 (liczba stron: 12).

Tom IV: Mój system leczenia figówki (sycosis vulgaris) wnętrza nosa, Ostrowiec Kielecki 1934  (liczba stron: 5).

Szpital Św. Ducha w Iłży

Dr Zygmunt Węgliński pojawia się również w informacjach dotyczących zwalczania epidemii tyfusu, która w 1915 roku w Iłży i jej okolicach zbierała obfite żniwo. Jedyny wówczas iłżecki lekarz – dr Zygmunt Węgliński wraz z pielęgniarką Lucyną Falińską, przeprowadzali w okolicy szczepienia ochronne i leczyli chorych.

Hieronima Łopacińskiego wybór iłżeckich śladów w przysłowiach, wyrażeniach i piosenkach

Hieronim Rafał Łopaciński herbu Lubicz, używający pseudonimu „Rafał Lubicz” to polski językoznawca i etnograf, historyk Lublina, członek Akademii Umiejętności w Krakowie. Urodził się 30 września 1860 roku w Ośnie Górnym a zmarł 24 sierpnia 1906 roku wLublinie. Pozostawił po sobie spuściznę obejmującą ponad 160 prac naukowych. Wopracowaniu „Okolice radomskie i sandomierskie w przysłowiach, wyrażeniach i piosenkach” zamieszczonym w Pamiętniku Świętokrzyskim za rok 1930 wydanym przez Wydawnictwo Wydziału Wojewódzkiego w Kielcach i Sekcji Regionalistycznej Związku Nauczycielstwa Polskiego (s. 324), Łopaciński zawarł wyniki swych językowych i ludoznawczych poszukiwań, wśród których nie zabrakło miejsca dla iłżeckich odniesień.

„Najgłośniejszemi jednak, z powodu wybornych swych wyrobów garncarskich, byli w wiekach dawniejszych mieszkańcy Iłży. Już Łukasz Górnicki przytaczając w Dworzaninie polskim opowiadanie o figlarzu, co to czarnoksiężnika udawał, pisze, że ten „zmówił się z babą, która pod zamkiem krakowskim, niedaleko lodownice, garnce iłżyckie (iłżeckie) przedawała” (ks. II w wyd. Turowskiego, Kraków, 1857, str. 161; w wyd. warsz. z r. 1886, str. 130). Dobrą się widać sławą cieszyły wyroby iłżeckie. Starowolski w w. XVII stwierdza to w tych słowach: „Iłża, miasto murowane, sławne było dla garncarskiego rzemiosła po całej Polsce” (cytujemy według Kl. z Tańskich Hofmanowej – tom IXPism, str. 348 w opisie Przejażdżki w Sandomierskie). Dowiadujemy się nadto, że garnki tamtejsze posyłane były w XVI i XVII wieku do Gdańska, a nawet do Szwecji (Starożytna Polska M. Balińskiego i T. Lipińskiego, wyd. II r. 1885, t. II, str. 467).Garnki iłżeckie miały nawet stosownie do formy różne ciekawe nazwy, które przytacza Kolberg (Radomskie, I, 73).”

„Grzegorz Knapski zachował w swym słowniku Thesaurus polono-latino-graecus(Kraków 1621-31), wyrażenie przysłowiowe: „Iłżeckie drzwi podobno” t. j. jakby z gliny zrobione, słabe; wskazuje ono jak znanem było miano Iłży. Najznakomitszą jednak może reklamę uczynił wyrobom iłżeckim Krzysztof Opaliński w Przedmowie do Satyr(wyd. I wyszło w r. 1650), gdzie czytamy wiersze następujące:

„Bo któżby się dla Boga trzymał w tym żelaznym
Wieku, gdy dawno złote minęły, a ledwo
Gliniany nam dziś został i to nie iłżecki””

„Wreszcie przytaczamy tu wspomnienia o wyrobach iłżeckich, jakie zachowało się w słynnych Morocosmeach Babińskich Achacego Kmity (1644), przedrukowanych w t. VIHistorji literatury Polskiej Michała Wiszniewskiego, str. 619-623, przez A. Weryhę-Darowskiego w Przysłowiach (str. 110-115). Gdy w Babinie opowiadano niestworzone rzeczy, skąd urosło przysłowie: Musiał to w Babinie  słyszeć (Rysiński) i gdy opowiedział ktoś o tak głośnym dzwonie szklanym, że z Wilna aż do Moskwy go słyszano:

„Ozwał się drugi na to, chociaż w rozum mniejszy.
Ale do przypowieści jeszcze foremniejszy:
Widziałem jak coś dziwniej; jest też dzwon w Krakowie,
Nie szklany, nie żelazny, macie wierzyć mowie,
Ale go zdun zrobił aż z iłżeckiej gliny,
Gdy weń uderzą, ma te nad podziw nowiny,
Że go aż w Rzymie słychać za ośm niedziel będzie.
Już tej sławy w Poznaniu i pełno jest wszędzie.
To takiego w Babinie historykiem zwano
I dochód mu każdy rok pożyteczny dano”

(Wiszniewski VI , 619-20. Dar 110).”

Iłżeckie pochody pierwszomajowe…

„Piosenka pierwszomajowa”

Wzdłuż ziemi swobodnej, od morza do Tatr,
po niebie pogodnym przechadza się wiatr
i zorze rozwija, jak hasło w pochodzie
i śpiewem się staje, gdy schwyta go młodzież.

Piosenka serca nam uzbraja
i naprzód prowadzi nas
piosenka o Pierwszym Maja
o święcie ludowych mas.

Idziemy szczęśliwi, my – z łanów i hut
marzenie ożywić! Wesoły nasz trud
i w dłoniach jak płomień robota się pali,
bo naszym zadaniem – budować socjalizm.

Na czele ludzkości kraj słońca i Rad,
głos jego donośny szybuje przez świat
i skrzydła nadziei przyprawia milionom
a skrzydło jest każde chorągwią czerwoną.

I kroczy przez Chiny, minąwszy sto rzek,
przez Grecji doliny – zwycięski nasz wiek.
Do bitwy o wolność i pokój nas wiodą
czerwone sztandary i pieśni, i młodość.

[ Krzysztof Gruszczyński ]

„Pochód”

To jest święty dzień majowego święta,
wielki pochód oszukanych tłumów,
zniewoleni lękiem przed sankcjami
niosą hasła, w które nie wierzą.

Dumna armia kroczy za nimi
demonstrując swoją broń i swoją siłę,
masy czołgów, armat, karabinów,
to jest wielki dzień pokoju.

A ten człowiek stojący tam na górze
mówi do nich zwykłymi frazesami,
coś tam mówi do nich o wolności,
że on walczył i wojna jest za nami.

To jest święty dzień majowego święta,
wielki pochód oszukanych tłumów,
Milicjanci dziś nie mają broni,
można śmiać się, nie będą strzelać.

[ Zakon Żebrzących ]

Zdjęcia pochodzą z kolekcji uratowanej przez Pana J. Czarneckiego