Rozsławione Małomierzyce

Fot. Ł. Smaga

To wręcz niewiarygodne, by tak wiele znanych osób związanych było z tak niewielką wioską, jak położone wśród lasów Małomierzyce. Szczególnie Górna Wieś odznacza się największym chyba zagęszczeniem liczby profesorów na 1 m2.

Roch Sulima. Fot. z kolekcji ocalonej przez Jana Czarneckiego / Ł. Smaga

Wioska wybrana została jako miejsce zamieszkania przez emerytowanego profesora Rocha Sulimę (ur. 1942). Kulturoznawca, historyk kultury, antropolog kulturowy, folklorysta, krytyk literacki i artystyczny, publicysta. Od 1993 profesor zwyczajny. W latach 1998–2012 kierownik Zakładu Kultury Współczesnej w Instytucie Kultury Polskiej na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2013 profesor zwyczajny w Instytucie Kultury i Komunikowania w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Członek Polskiej Akademii Nauk i kilku komitetów Akademii, a także Rady Języka Polskiego. Autor i redaktor ogromnej liczby publikacji.

Marian Jeż. Fot. https://ilot.lukasiewicz.gov.pl/jubileusz-profesora-mariana-jeza/

W Małomierzycach urodził się także profesor Marian Jeż (ur. 1940). Inżynier, doktor habilitowany nauk technicznych, specjalizujący się w dynamice układów napędowych, wibroizolacji i pomiarach drgań, lotnictwie, ekologii, termodynamice i silnikach spalinowych, ochronie atmosfery oraz modelowaniu w MATLAB-ie. Habilitował się w 1999 na Wydziale Uzbrojenia i Lotnictwa Wojskowej Akademii Technicznej im. Jarosława Dąbrowskiego w Warszawie. Profesor nadzwyczajny warszawskiego Instytutu Lotnictwa.

Szymon Głowacki. Fot. https://bw.sggw.edu.pl/info/

Z Małomierzyc pochodzi również profesor Szymon Głowacki. Inżynier, doktor habilitowany Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, profesor nadzwyczajny tej uczelni, pracownik Katedry Podstaw Inżynierii i Energetyki Instytutu Inżynierii Mechanicznej

Antoni Heda ps. „Szary”. Fot. z własnych zbiorów

Małomierzyce to ponadto miejsce urodzenia generała Antoniego Hedy ps. „Szary” (1916-2008). Podczas wojny obronnej w 1939 roku walczył w składzie 12 Dywizji Piechoty pod Iłżą, a następnie na Lubelszczyźnie. Aresztowany przez NKWD, zbiegł wykorzystując chaos po ataku Niemiec na ZSRR. Po powrocie podjął działalność konspiracyjną w Związku Walki Zbrojnej, przemianowanego na Armię Krajową. Został komendantem Podobwodu Iłża AK (krypt. „Dolina”). Wsławił się zdobyciem więzienia niemieckiego w Starachowicach i uwolnieniem około 80 przetrzymywanych tam więźniów. Spośród 60, którzy nie chcieli wracać do domów, utworzył oddział. Po tym wyczynie komenda Okręgu Kielecko-Radomskiego AK wyraziła zgodę na przejście Hedy do partyzantki. Walczył w składzie zgrupowania AK Jana Piwnika ps. „Ponury”. Po zakończeniu wojny pozostał w konspiracji, a w 1948 roku został aresztowany i skazany na karę śmierci, zamienioną na dożywocie. W 1956 roku został objęty amnestią.

Edward Barszcz. Fot. „Trybuna Ludu” z dnia 25.06.1980

Urodzony w Małomierzycach inż. Edward Barszcz (1928-1981) w czasie okupacji był partyzantem Batalionów Chłopskich. Ukończył Wydział Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej, gdzie później wykładał organizację i zarządzanie budową. Od 1951 roku pracował w budownictwie. W latach 1953-1973 zatrudniony był w Zarządzie Budowlano-Montażowym Przedsiębiorstwa Przemysłowego Budowy Huty im. Lenina, dochodząc do stanowiska pierwszego zastępcy dyrektora. Od roku 1973 podjął pracę w Zjednoczeniu Budownictwa Przemysłowego „Budostal” i w latach 1974-1978 zajmował stanowisko jego dyrektora naczelnego. Kierował też pracami przy budowie Huty Katowice oraz unowocześnianiu Huty im. Marcelego Nowotki w Ostrowcu Świętokrzyskim i Huty Zawiercie. W kwietniu 1978 roku został prezydentem miasta Krakowa (jednocześnie wojewodą krakowskim). W czerwcu 1980 roku Edward Barszcz został przeniesiony do Warszawy na urząd ministra budownictwa i materiałów budowlanych, który pełnił przez pięć miesięcy.

Więcej na temat Edwarda Barszcza: https://chwalilza.home.blog/2020/10/01/cozes-atenom-zrobil-sokratesie-smutna-historia-edwarda-barszcza/

„Cóżeś Atenom zrobił, „Sokratesie””. Smutna historia Edwarda Barszcza

Barszcz Edward

Edward Barszcz. „Trybuna Ludu” z dnia 25.06.1980

Życiorys

Edward Barszcz urodził się w 1928 roku w Małomierzycach koło Iłży w rodzinie chłopskiej. W czasie okupacji był partyzantem Batalionów Chłopskich. Po wojnie wstąpił do Stronnictwa Ludowego, od 1949 roku związał się ze Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym, a następnie przeszedł do PZPR. Ukończył Wydział Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej, gdzie później wykładał organizację i zarządzanie budową. Od 1951 roku pracował w budownictwie. W latach 1953-1973 zatrudniony był w Zarządzie Budowlano-Montażowym Przedsiębiorstwa Przemysłowego Budowy Huty im. Lenina, dochodząc do stanowiska pierwszego zastępcy dyrektora. Od roku 1973 podjął pracę w Zjednoczeniu Budownictwa Przemysłowego „Budostal” i w latach 1974-1978 zajmował stanowisko jego dyrektora naczelnego. Kierował też pracami przy budowie Huty Katowice oraz unowocześnianiu Huty im. Marcelego Nowotki w Ostrowcu Świętokrzyskim i Huty Zawiercie. W Krakowie kierował realizacją obiektów akademickich oraz układu komunikacyjnego. W kwietniu 1978 roku został prezydentem miasta (jednocześnie wojewodą krakowskim). W czerwcu 1980 roku Edward Barszcz został odwołany ze stanowiska prezydenta i przeniesiony do Warszawy na urząd ministra budownictwa i materiałów budowlanych, który pełnił przez pięć miesięcy. Odznaczony między innymi Krzyżami Oficerskim i Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Partyzanckim. Zmarł śmiercią samobójczą, dnia 25 maja 1981 roku w Warszawie, pochowano go w Krakowie na cmentarzu Rakowickim.

Wyczyn na skalę europejską

Praca w Zjednoczeniu Budownictwa Przemysłowego „Budostal” stanowiła kontynuację działalności prowadzonej przez Edwarda Barszcza w Przedsiębiorstwie Przemysłowym Budowy Huty im. Lenina, na bazie którego utworzono Zjednoczenie. W pamięci swych pracowników i współpracowników zachowana została postać dyrektora całkowicie poświęconego pracy i służbie dla kraju, a jednocześnie wrażliwego na problemy swoich podwładnych.

Janusz Dudek, kierownik działu zatrudnienia „Budostalu”: „Wiele zaangażowania wniósł w rozwój budownictwa patronackiego systemem gospodarczym. W tym zakresie wybudowaliśmy dla młodych sporo mieszkań łagodząc w pewnym stopniu ból mieszkaniowy, jaki występował. Trzeba powiedzieć, że naczelny dyrektor przychodził do organizacji młodzieżowej. Taki dyrektor zjednoczenia to wyjątek: pytał co słychać, czego nam potrzeba. Zachęcał do pogłębiania wiedzy, do podejmowania studiów. Opiekował się u nas studentami Politechniki. Zachowałem szacunek i cześć dla dyrektora naczelnego”.

Inż. Ludwik Bernacki, dyrektor Przedsiębiorstwa Inwestycyjno-Remontowego Przemysłu Chemicznego „Naftobudowa” w Krakowie: „Właściwie Edward nie wychodził przez blisko trzydzieści lat z gumowych butów. Bez przerwy budował. (…) Pracując kilkanaście godzin na dobę, nie mógł rodzinie poświęcić tyle czasu, ile pragnął. To jest zresztą dramat nasz, budowlańców. (…) Schodził z budowy po kierowniku robót, ostatni. Nie zadowolił się tytułem inżyniera, a na magistra rzetelnie się natrudził, nie tak jak inni na zasadzie dzwonienia (…) Cechował go niebywały rozmach. Posiadł umiejętność kierowania dużymi zespołami i – co należy do rzadkości – potrafił znaleźć porozumienie indywidualne z każdym pracownikiem. Prowadził długie rozmowy z robotnikami, brygadzistami i mistrzami. Wszyscy zazdrościli Barszczowi daru nawiązywania szczerego kontaktu z załogą. Robotnicy ufali mu bezgranicznie, ale i on ich nie zawiódł. (…) Angażował się w wielkie sprawy budów i w drobne ludzkie bolączki, załatwianie ich pochłaniało masę czasu. Sam wszystko doglądał, jak dobry gospodarz, ale kosztem wypoczynku i dobra rodziny. Może on z tym osobistym doglądaniem przesadzał? Jeśli wracał do domu około siedemnastej, to w rodzinie Barszczów ogłaszano święto lub dzwoniono na pogotowie. Przedłużał dzień pracy do szesnastu godzin, (…). Pracował intensywnie z tych samych pobudek, co całe nasze pokolenie: byliśmy przekonani, że oddajemy w terminie ważne budowy dla kraju”.

Inż. Henryk Zaręba, dyrektor (po Barszczu) „Budostalu”: „Nie znam innego dyrektora w „Budostalu”, i nie tylko w tym Zjednoczeniu, tak bardzo lubianego i szanowanego przez robotników. Wiedział o ich problemach rodzinnych, zawodowych. On służył tym ludziom. Miał dar dobierania do współpracy właściwych ludzi i umiał z nimi, nawet w chwilach największych trudności, zgodnie współżyć. A współpraca z nim nie polegała na tym, że uderzył ręką w stół i krzyczał: „Tak musi być, bo ja jestem dyrektorem Zjednoczenia”. To nie w stylu Edwarda Barszcza. (…)  Edward na różnych szczeblach zarządzania, wybudował kilkanaście walcowni. Być może nikt w Europie, poza nim, takim wyczynem nie mógłby się poszczycić”.

30411682809

Plakat reklamowy Budostal, 1975 rok, adres wydawniczy: KAW Kraków 1975. Proj. graf. E. M. Chachula, KZGraf. Z-d nr 2 – zam. nr 221/75. 7130 + 120. Z-28/6403.

Krzesło prezydenckie

Na inaugurację prezydentury Edwarda Barszcza w 1978 roku przypadły znaczące dla Krakowa wydarzenia: wpisanie zespołu architektoniczno-urbanistycznego Krakowa na pierwszą Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO oraz powołanie Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa. Rok później zorganizowano pierwszą papieską wizytę Jana Pawła II w mieście. Kontynuowano rozbudowę układu komunikacyjnego, oddano trasę Skolickiego (obecnie Monte Cassino) – Kapelanka – Brożka i nowy wiadukt w al. 29 Listopada. Rozpoczęto budowę osiedli Dywizjonu 303 oraz 2. Pułku Lotniczego. Był to okres intensywnego budownictwa sakralnego – zakończono budowę kościoła w Łagiewnikach, zespołu klasztornego na Azorach, kościołów w Mydlnikach i Swoszowicach. Edward Barszcz ponadto podjął decyzję wstrzymującą dalszą budowę Osiedla Widok oraz zamknął ruch kołowy na Rynku Głównym, co z czasem okazało się dobrodziejstwem dla miasta. Planował również unowocześnienie ruchu drogowego, przebicie się tunelem pod dworcem kolejowym, odciążenie Starego Miasta i budowę wyjazdu na drugą obwodnicę, a także lansował zasadę ściągania przedsiębiorstw z różnych miast w celu rewaloryzacji Krakowa. Pod jego kierunkiem opracowana została koncepcja zwrócenia miasta twarzą do Wisły, poprzez uzupełnianie zabudowy wzdłuż rzeki. Z mapką przedstawiającą wypracowane pomysły jeździł jak domokrążca. Woził ją w torbie i okazywał ważnym oraz wpływowym osobom. Nie siedział w zacisznym gabinecie i nie czekał.

Nominacji Edwarda Barszcza nie przyjęto z uznaniem. Syn chłopa na fotelu prezydenckim, inżynier budowlaniec, z Nowej Huty. Taki prosty w urzędowaniu i w kontaktach towarzyskich, bez wyszukanych manier, pozbawiony cech dyplomaty i zalet krasomówczych. To nie Barszcza typowano na prezydenta. Wymieniano nazwiska profesorów krakowskich uczelni, a przede wszystkim sekretarza Komitetu Krakowskiego.

Po śmierci Edwarda Barszcza w Urzędzie Miasta Krakowa pracownicy nie chcieli się wypowiadać na temat swojego byłego przełożonego. Umawiali się w kawiarniach, nie zgadzali się na ujawnianie swych danych osobowych, posługiwali się ogólnikami. Z rozmów tych wyłaniał się następujący obraz: Urząd Barszcza nie zaakceptował, bowiem nie znał się na procedurze urzędniczej, dopiero zaczynał się jej uczyć, otoczył się pracownikami „Budostalu”, zwalniał zbyt pochopnie, odbywał za często podróże zagraniczne. Według Krystyna Seiberta, dyrektora Biura Planowania Przestrzennego Architektury i Nadzoru Budowlanego, obraz prezydenta wyglądał nieco inaczej: „Znam takich, którzy mieli pretensje do prezydenta Barszcza, gdy ten przychodził do szacownego urzędu dopiero o godzinie dziewiątej. A ja go widziałem inaczej. To był taki człowiek, który – na wzór chłopa – pracował na okrągły zegar. Nie stawiał wyraźnej granicy: na czas pracy i wypoczynku. Godziny urzędowania przedłużał do późnej nocy. Dokumenty magistrackie studiował w domu. W magistratach, a szczególnie – jak sądzę – w krakowskich – obowiązuje styl celebry urzędniczej. Pracownicy lubią czasami popisywać się w obecności prezydenta wiedzą, przygotowaniem do tematu. Kochają usłyszeć: „Tak, to rzeczywiście skomplikowana sprawa, musimy się głęboko zastanowić i przemyśleć”. A Barszcz podejmował decyzje szybko i to niekoniecznie w zielonym gabinecie siedząc wygodnie w wygodnym, głębokim (reprezentacyjnym, a jakże!) fotelu. Podejmował decyzje na przykład w samochodzie, na korytarzu. Szybko, ale nie pochopnie. Zarzucano mu, że dobierał sobie ludzi do współpracy. Dzieje się tak na całym świecie. Tylko u nas, gdy zbierze się kilku facetów stworzonych do roboty, to zaraz nazywamy taką grupę sitwą. Poznałem, współpracując z Barszczem przez dwa lata, jego pogląd na istnienie: najpierw praca dla ogółu, a dopiero potem filozofowanie.”

W wywiadzie przeprowadzonym przez Olgierda Jędrzejczyka dla „Gazety Krakowskiej” na pytanie, jeśli miałby przenośnie określić swoje stanowisko to wybrałby: fotel czy krzesło prezydenckie?, odpowiedział: „Krzesło. Ten urząd, który spełniam, jest normalną pracą i żadnych określeń na wyrost dodawać nie trzeba. Słowo urząd w ogóle oznacza – moim zdaniem – służbę społeczną”.

5d07c5a816b37_p

Rynek Główny w Krakowie w latach 70-tych. Narodowe Archiwum Cyfrowe (NAC)

Willa prezydencka

W Krakowie Edward Barszcz mieszkał w trzypokojowym mieszkaniu w Nowej Hucie w bloku pohotelowym, wraz z żoną, teściową, córką i synem. Prezydentowi oferowano do wyboru kilka reprezentacyjnych lokali, ale odmówił, bo chciał własnego wspólnego domu dla siebie i syna. Zjednoczenie Budownictwa Przemysłowego „Budostal” otrzymało decyzję lokalizacyjną na 3 domki (segmenty) przy ul. Grochowskiej. Wywieszono ogłoszenie na tablicy, jednak zabrakło chętnych. Na budowę zdecydowali się więc Barszcz, oraz zatrudnieni w „Budostalu”: inż. Ślusarek i inż. Bałaga. Mogli do niej przystąpić, zlecając roboty „Budostalowi”, jednak budowa została podjęta poprzez Spółdzielnię Mieszkaniową „Wspólnota”, która dopiero zleciła prace „Budostalowi”. Ten system był bezpieczniejszy i bardziej przejrzysty, bo zapewniał podwójną kontrolę rozliczeniową, pomiędzy spółdzielnią i przedsiębiorstwem oraz pomiędzy spółdzielnią a poszczególnymi użytkownikami. Zwiększało to jednak koszty budowy, bowiem należało opłacać spółdzielnię. Edward Barszcz nie mógł się spodziewać, że ta inwestycja stanie się pretekstem do ataku na jego osobę.

Do sierpnia 1980 roku pisano o nim niedużo, ale wyłącznie dobrze. Po sierpniu 1980 roku temperatura tekstów dziennikarskich wybitnie wzrosła, co dotyczyło szczególnie „Gazety Krakowskiej”. Donoszono, że żona byłego prezydenta chodziła na przyjęcia i oficjalne uroczystości w sukni przetykanej złotem, ogromnej wartości, że Barszcz buduje trzy wille, dla siebie, dla córki i syna (w Krakowie, w Warszawie i w Małomierzycach), że załatwił dzieciom mieszkania w Krakowie. Pisano, że jego krakowska willa wyposażona jest w dwie dodatkowe podziemne kondygnacje, podczas jej budowy zagarnął teren przeznaczony dla przedszkola, zapewnił sobie nadzwyczajny standard wykończenia (sauna, basen, historyczne kominki), krótki termin budowy, użycie specjalnych maszyn budowlanych oraz zamknięcie ulicy Grochowskiej dla ruchu kołowego na czas wykonywania prac.

Faktem jest, że Edward Barszcz wykupił dotychczas zajmowane mieszkanie, które przekazał córce, jednakże sam wykup nastąpił zgodnie z obowiązującymi przepisami. Podobnie jak przepisanie lokalu córce. Zarzucano mu, że „załatwił” synowi duże, luksusowe, dwupoziomowe mieszkanie, tymczasem według prezesa Wojewódzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej syn prezydenta otrzymał dwupokojowe mieszkanie z puli rezerwy zarządu spółdzielni. Nie potwierdziły się, jak się z czasem okazało, zarzuty o nadzwyczajnym standardzie mieszkań, o krótkim terminie budowy, o specjalnych maszynach budowlanych, o zamknięciu ulicy Grochowskiej dla ruchu kołowego na czas wykonywania prac przy „pałacu prezydenta” (zamknięta została tylko na krótko w celu podłączenia budynków do kolektora miejskiego). Nie było także w budynku saun, basenów oraz historycznych kominków z rewaloryzowanych krakowskich kamienic. Przedszkole zaś, które rzekomo zostało pozbawione części terenu, położone było sto metrów dalej.

W wyniku kontroli inwestycji przeprowadzonej przez pracowników Najwyższej Izby Kontroli stwierdzone zostały natomiast nieprawidłowości polegające na wykonaniu inwestycji (trzech segmentów, a nie tylko budynku Barszcza) niezgodnie z projektem budowlanym. Zmiany dotyczyły powiększenia wielkości działki, gabarytów budynków i metrażu pomieszczeń. Według prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólnota” udzielone zostało pozwolenie od szefów resortowych na dodatkową powierzchnię mieszkaniową, do 140 metrów kwadratowych. W przyziemiu wykonane zostały pomieszczenia gospodarcze, które mogły zostać zmienione na mieszkalne, choć nie miały wysokości wymaganej dla pomieszczeń mieszkalnych. Kontrolerzy NIK potraktowali je jako mieszkalne i stąd się wziął zarzut o powiększeniu metrażu. Projekt budowlany zatwierdzony przez właściwy urząd i spółdzielnię zawierał niezatwierdzone zmiany, obejmujące inny sposób ogrzewania, przeniesienie garażu z przyziemia do piwnicy, podwyższenia wysokość kondygnacji, poszerzenia. Zmiany w projekcie nanieśli inż. Ślusarek i inż. Bałaga, użytkownicy pozostałych, takich samych segmentów, chodź ich rolą w tej sprawie nikt się nie interesował. Przyznali natomiast, że Edward Barszcz od samej budowy był daleko, bo nie pozwalały mu na to obowiązki służbowe i społeczne, a jego sprawę wyolbrzymiono, wywołując niepotrzebną sensację.

Portret Edwarda Barszcza pędzla Allana Rzepki, 1985 rok

Portret Edwarda Barszcza pędzla Allana Rzepki, 1985 rok (Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, nr inw. 4358/III)

Upadek

W czerwcu 1980 roku Edward Barszcz został mianowany ministrem, w sierpniu zaczęły się pojawiać pierwsze szkalujące artykuły prasowe, a w listopadzie rozstał się z ministerstwem. Szukał uporczywie zatrudnienia. Nie pragnął wysokiego stanowiska. Kazano mu przeczekać. Aż do śmierci nie otrzymał jednak pracy. Chciał nawet wrócić do Krakowa, któremu oddał najlepsze lata swojego życia, ale Kraków go nie chciał. W dziennikach nadal ukazywały się o nim krytyczne informacje. Nie oszczędzała go krakowska telewizja. Do plotkowania nadawał się znakomicie: były prezydent, były minister, wykluczony z partii, bez stanowiska, z pozrywanymi kontaktami i układami. Do najbardziej perfidnych należała plotka o sfingowaniu przez Barszcza wypadku i wyłudzenia renty. Mimo, że wypadek samochodowy faktycznie miał miejsca, w czasie powrotu z konferencji w Warszawie, obrażenia były poważne i spowodowały, że niemal trzy miesiące przebywał na zwolnieniu lekarskim i renta – zdaniem dyrektora ZUS w Krakowie – prezydentowi się należała w świetle obowiązujących przepisów. Każdy tekst dziennikarski o Barszczu stawał się wydarzeniem, sensacją dnia. A on sam czytał wszystkie teksty o sobie. Doradzano mu, aby odpowiedział publicznie na zarzuty, wytoczył procesy sądowe, ale milczał, i nie zdążył zacząć się bronić… Zupełnie inaczej postąpił prof. Wiktor Zin w tym samym czasie również oczerniany, który publicznie dementował stawiane mu zarzuty. W styczniu 1981 roku Edward Barszcz otrzymał najbardziej dotkliwy cios – wydalono go z szeregów partii. Nie uwzględniono jego trzydziestoletniej pracy. Nie mógł zrozumieć dlaczego go to spotkało, wstydził się nawet jechać do rodzinnych Małomierzyc.

IMG_20200712_085457251

Nagrobek Edwarda Barszcza na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Fot. Ł. Smaga 12.07.2020

„Cóżeś Atenom zrobił, „Sokratesie””

Edward Barszcz dzień 25 maja 1981 roku wybrał z pełną świadomością. Wiedział, że tamtego poniedziałku przebywać będzie w Warszawie córka wraz z mężem, którzy będą mogli w nieszczęściu zaopiekować się jego żoną, Heleną. Pozostawił po sobie dwa listy napisane godzinę przed śmiercią, do najbliższej rodziny i do Kazimierza Barcikowskiego, sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, w których zapewniał, że jest niewinny i odchodzi zaszczuty przez dziennikarzy i kilku „towarzyszy”: „Wykańczanie trwało ponad pół roku, złamali mnie psychicznie. Wiem, że robię Wam wielką krzywdę, błagam i proszę o wybaczenie. Zachowajcie w pamięci to, co potrafiłem robić dobrze, zachowajcie moje lepsze uczynki. Przebaczcie błędy, słabości, zło, które Wam wyrządziłem, poświęcając gros czasu i siebie dla Polski i partii, bo wierzyłem, że robię dobrze. Nie mogę znieść dalszego opluwania i hańbienia siebie, dzieci, żony i rodziny. Wydaje mi się, że ofiarą krwi zmyję część tego plucia, które nam w Krakowie zgotowano za to, że tak dla tego miasta kosztem Was pracowałem…”.

W sobotę 30 maja 1981 roku, w słoneczne popołudnie, Jan Nowak, wiceprezydent Krakowa żegnał na cmentarzu Rakowickim tragicznie zmarłego: „Kiedy rok temu powołano Ciebie na stanowisko ministra, opuszczałeś Kraków z nadzieją, że będziesz mógł kontynuować pracę w wybranym przez siebie zawodzie dla dobra kraju. Dzisiaj, po upływie roku, stoimy przed Twoją mogiłą przejęci głębokim żalem. Nie potrafiliśmy Tobie pomóc i uchronić przed niesprawiedliwością i bezwzględnością niektórych ludzi. Całe swoje dojrzałe życie poświęciłeś Krakowowi. Zapewniamy Ciebie, Edwardzie, że zrobimy wszystko, aby pamięć o Tobie była rzetelna i trwała…”. Na nagrobku zmarłego prezydenta wykuto norwidowskie: „Cóżeś Atenom zrobił, „Sokratesie””.

IMG_20200712_085521584

Tablica na nagrobku Edwarda Barszcza na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Fot. Ł. Smaga 12.07.2020

Pamięć

Dr med. Józef Kusionowicz: „Przyszedłem, aby dać świadectwo prawdzie! W mojej ocenie był to człowiek prawy i skromny. Wychodzący naprzeciw ludzkim kłopotom. Kiedy zaczęła dziać mu się krzywda, zbyt mało było tych, którzy zajęli takie stanowisko, na jakie zasługiwał. Opowieści o jego bogactwie to mit i bajka. Jak na dyrektora, jak na prezydenta, jak na ministra, to nie powiem, że żył biednie (chciałbym użyć tego określenia), ale naprawdę skromnie. Nie może być mowy w przypadku Barszcza i jakimś niegodziwym dorabianiu się, o pogoni za pieniędzmi. Był pazerny tylko na robotę i to do tego stopnia, że w domu go prawie nie widziano. Z pewnością nie miał predyspozycji na dyplomatę. Żądał pracy bez urzędniczego kunktatorstwa. Trzeba znać środowisko krakowskie (i nie tylko). Zazdrość, zawiść i jego dopadła”.

Kazimierz Barcikowski, sekretarz Komitetu Centralnego PZPR: „Rozliczajmy się z ludźmi zgodnie z ich winą i zgodnie ze sprawiedliwością, bez zaszczuwania, czy tez wyrażania zgody na zaszczuwanie ludzi na śmierć. Jeśli będziemy robili inaczej, to trzeba się będzie kiedyś tego wstydzić. Myślę między innymi o sprawie Edwarda Barszcza. Dobrze znałem człowieka i znałem też sprawy, które mu zarzucano. Muszę wam powiedzieć, że ten człowiek został zaszczuty w najgorszym stylu”.

Jan Nowak, wiceprezydent Krakowa: „Gdybym musiał krótko scharakteryzować Edwarda powiedziałbym: to był dobry człowiek! Można mnożyć określenia, wydobywać jeszcze inne cechy byłego dyrektora, prezydenta i ministra, ale żaden przymiotnik trafniej nie wyrazi o nim prawdy. Oddany rodzinie, pomagający każdemu, kto zwrócił się do niego z prośbą. Dobry? Niektórzy powiadają: dobrotliwy. To brzmi jakby czasami pozwalał siebie wykorzystywać. Z pewnością i tacy się znaleźli. Nie nosił maski. Dla wszystkich jednakowy. Dla przełożonych i podwładnych. A ilu nosiło, i nosi, maski? I to nie jedną. Im łatwiej żyć!”.

DSC04947

Małomierzyce. Fot. Ł. Smaga 27.11.2017

Idź zawsze prostą drogą, synu…

Redaktor Edmund Żurek, od trzech lat zbierający materiały na temat Edwarda Barszcza, w roku 1984 odwiedził Małomierzyce. Powodowany ciekawością chciał zobaczyć, jak miejscowi mówili – willę prezydenta. Ani razu nie określono jej mianem willi ministra… Tymczasem zastał drewniany dom z ogródkiem, szopę i zabudowania gospodarcze. Pod płotem leżące deski i pustaki, na budowę planowanej chlewni i stajni. Na którą rodzina zmarłego Edwarda musiała jeszcze poczekać. Matka Teofila Barszcz: „Plotki zabiły mojego syna. Czego ci ludzie nie wymyślą, każdego na wysokim stanowisku posądzają o złodziejstwo! O synu plotkowali, że pobudował trzy wille: w Krakowie jedną, w Warszawie drugą i w Małomierzycach trzecią. Dobrze, że pan przyjechał, niech pan się przejdzie po wsi, wypyta wszystkich i napisze prawdę. Nie zmienił się, gdy został prezydentem, gdy mianowano go ministrem. Chodził w tym samym garniturze, nie przywiązywał wagi do wyglądu zewnętrznego, do jedzenia. Unikał alkoholu. Zmęczony kładł się na łóżku: „-Odpocznę trochę u ciebie, mamo i pojadę”. Nikt na wsi złego słowa nie powiedział o Barszczach, podnosili zasługi starego Józefa, jego oddanie pracy społecznej. Edward zaś to duma wsi. Pierwszy z miejscowej młodzieży ukończył studia. Będąc uczniem, założył w Małomierzycach kółko teatralne. Jako osiemnastoletni chłopak został przewodniczącym Zarządu Powiatowego ZMP. Odwiedzał rodzinną wieś, znajdował czas, aby porozmawiać nie tylko z bratem i z rodzicami. Ojciec Józef Barszcz: „Po wyzwoleniu organizowałem samorządy gminne i powiatowe. Edwarda uczyłem, aby nie był obojętny dla problemów innych ludzi. Nie bój się trudności, mówiłem. Idź zawsze prostą drogą, synu…”

DSCN5721

Małomierzyce. Fot. Ł. Smaga 27.07.2016

Opracowano na podstawie:

https://www.poczetkrakowski.pl/tomy/show_article,edward-barszcz-1169.html; Edmund Żurek, Idź zawsze prostą drogą, synu…, „Kamena. Dwutygodnik Społeczno-Kulturalny” 1984, nr 21, s. 1, 8, 9, 10.