W malinowym chruśniaku

IMG_20200718_173002703

W ma­li­no­wym chru­śnia­ku, przed cie­ka­wych wzro­kiem
Za­po­dzia­ni po gło­wy, przez dłu­gie go­dzi­ny
Zry­wa­li­śmy przy­by­łe tej nocy ma­li­ny.
Pal­ce mia­łaś na oślep skrwa­wio­ne ich so­kiem.

Bąk zło­śnik hu­czał ba­sem, jak­by stra­szył kwia­ty,
Rdza­we guzy na słoń­cu wy­grze­wał liść cho­ry,
Złach­ma­nia­łych pa­ję­czyn skrzy­ły się wi­sio­ry
I szedł ty­łem na grzbie­cie ja­kiś żuk ko­sma­ty.

Dusz­no było od ma­lin, któ­reś, szap­cząc, rwa­ła,
A szept nasz tyl­ko wów­czas na­ci­chał w ich woni,
Gdym war­ga­mi wy­gar­niał z po­da­nej mi dło­ni
Owo­ce, prze­po­jo­ne wo­nią twe­go cia­ła.

I sta­ły się ma­li­ny na­rzę­dziem piesz­czo­ty
Tej pierw­szej, tej zdzi­wio­nej, któ­ra w ca­łym nie­bie
Nie zna in­nych upo­jeń, oprócz sa­mej sie­bie,
I chce się wciąż po­wta­rzać dla wła­snej dzi­wo­ty.

I nie wiem, jak się sta­ło, w któ­rym oka­mgnie­niu,
Żeś do­tknę­ła mi war­gą spo­co­ne­go czo­ła,
Po­rwa­łem two­je dło­nie – od­da­łaś w sku­pie­niu,
A chru­śniak ma­li­no­wy trwał wciąż do­oko­ła.

[Bolesław Leśmian]

IMG_20200718_174031820

Tytułowy malinowy chruśniak nie jest wytworem poetyckiej wyobraźni Bolesława Leśmiana. Miejsce to naprawdę istniało i istnieje nadal, za domem Sunderlandów, położonym u stóp wzgórza zamkowego. Towarzyszy mu romantyczna, ale też tragiczna historia. Iłżę Leśmian odwiedzał, spędzając wakacyjny czas u rodziny swojej ciotki, do której ów dom należał. Tutaj poznał swoją pierwszą miłość – malarkę Celinę Sunderland, a dzięki niej wiele lat później lekarkę Teodorę Lebenthal. Mimo, iż pozostawał w związku małżeńskim z Zofią Chylińską rozpoczął się pod iłżeckim wzgórzem zamkowym płomienny romans z Dorą, który trwał aż do śmierci Leśmiana. Zainspirowany swym uczuciem, stworzył jeden z najpiękniejszych i najsłynniejszych cyklów erotyków – „W malinowym chróśniaku”, zamieszczonych w tomiku „Łąka” (1920). Choć kochankowie nigdy się nie pobrali pozostali sobie oddani, a Dora nawet sprzedała swoje warszawskie mieszkanie w celu ratowania pozostającego w kłopotach finansowych Bolesława. Podjęła też pracę w szpitalu św. Łazarza. Bolesław Leśmian zmarł w Warszawie w dniu 5 listopada 1937 r., a w trakcie pogrzebu ponoć Dora nie pozwoliła jego żonie i córkom wsiąść do karawanu. W czasie wojny lecząc chorych zaraziła się tyfusem i zmarła w styczniu 1942 r. W chwili śmierci miała przy łóżku zdjęcie Leśmiana i jego listy, które później zostały spalone. Teodora Lebenthal pochowana została w Iłży, lecz nie wiadomo, w którym miejscu.

IMG_20200718_174134716_HDR

IMG_20200718_174233192

Do malinowego chruśniaka można trafić, skręcając w lewo przed schodami na wzgórze zamkowe. Przechodząc przez podwórze dawnego domu Sunderlandów można niekiedy w okresie wakacyjnym skorzystać z okienka poezji i zaopatrując się w tomik poezji, trafić przez furtkę do malinowego chruśniaka, gdzie czekają drewniane ławeczki i niewielka altanka, a przede wszystkim urok, któremu Leśmian zapewnił nieśmiertelność.

IMG_20200718_180215628

IMG_20200718_183013949_HDR

Fot. Ł. Smaga 18.07.2020

Jacenty Sachowicz (1813-1875), słynny konserwator obrazów z Iłży

Jacenty Sachowicz

Słynny XIX-wieczny konserwator obrazów i kustosz warszawskich muzeów urodził się w Iłży w dniu 20 sierpnia 1813 r. Był synem Józefa Sachowicza i (prawdopodobnie) Katarzyny ze Śliwińskich, starszym bratem miniaturzysty i fotografa Grzegorza. Od najmłodszych lat Jacenty Sachowicz interesował się rysunkiem, w czym utwierdzał go znany malarz Aleksander Kokular (1793-1846). Studia artystyczne odbywał na Oddziale Sztuk Pięknych Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego, m.in. u Antoniego Blanka i Antoniego Brodzińskiego, które następnie kontynuował prywatnie u Blanka. W 1836 r. wyjechał za granicę, gdzie m.in. w Dreźnie w tamtejszej galerii zgłębiał studia malarskie. W 1840 r. powrócił do kraju i zajmował się początkowo pracą twórczą. Był autorem obrazów o tematyce religijnej oraz portretów (m.in. wizerunków Najświętszej Panny Maryi w kościele w Lądzie i Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia w kościele w Szewnej, powiat opatowski). W 1859 r. opracował katalog obrazów galerii Tomasza Zielińskiego w Kielcach. Sachowicz nie widząc szans na większe powodzenie na drodze twórczości artystycznej poświęcił się wyłącznie studiowaniu dzieł dawnych szkół i mistrzów malarstwa, nabywając bogatą wiedzę na temat sposobów rozpoznawania i odnawiania dawnych obrazów. Jego niebanalne umiejętności w rozpoznawaniu dzieł malarskich zostały dostrzeżone przez stołecznych urzędników i powierzono Sachowiczowi obowiązki kustosza muzeów warszawskich, w tym Muzeum Sztuk Pięknych w Warszawie. Funkcję tę pełnił przez 12 lat, a współpracujący z nim Justynian Karnicki nazwał go „pierwszym znawcą i najlepszym restauratorem na ziemi naszej”. Był ponadto delegowany na Wielką Wystawę Światową w Paryżu (1867), a także badał sposób działania galerii w Dreźnie i Berlinie (1869). Sachowicz zajmował się również wyceną zbiorów malarstwa i odznaczył się tym, że odnowił ok. 2,5 tysiąca obrazów, pochodzących z galerii Ogińskich, galerii nieborowskiej Radziwiłłów, kościołów warszawskich, zbiorów galerii berlińskich i wiedeńskich. Jacenty Sachowicz zmarł 15 lutego 1875 r.

Opracowano na podstawie: Kurjer Warszawski z dnia 5 (17) lutego 1875 r., s. 1; Elżbieta Szczawińska, Jacenty Sachowicz, w: Polski Słownik Biograficzny, tom XXXIV, 1992; Wikipedia. Fot (autoportret): http://cyfrowe.mnw.art.pl/

20 rocznica śmierci Adama Bednarczyka

Bednarczyk A2

Bednarczyk A3

Na dzień 11 sierpnia 2019 r. przypadła 20 rocznica śmierci urodzonego w Iłży Adama Bendarczyka, ekonomisty, historyka i regionalisty. W 1971 r. został jednym z założycieli Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Iłżeckiej i założył Muzeum Ziemi Iłżeckiej, które 5 lat później zostało upaństwowione i przemianowane na Muzeum Regionalne. W kolejnych latach Adam Bednarczyk poszerzał zbiory własnego prywatnego muzeum, zlokalizowanego w jego domu przy ulicy Mostowej 8. Był autorem kilkudziesięciu książek, broszur oraz artykułów na temat Iłży, a także brał udział w kilkunastu audycjach radiowych i materiałach filmowych. Pracował również jako nauczyciel w Szkole Rolniczej w Chwałowicach. W 1992 r. za zaangażowanie społeczne dla Iłży został laureatem międzynarodowej nagrody Polcul. Zmarł w wieku 79 lat i spoczywa w rodzinnym grobie przy wejściu na stary cmentarz parafialny w Iłży. W przyszłym roku przypada 100 rocznica urodzin Adama Bednarczyka, z okazji której warto ogłosić Pana Adama patronem roku 2020 na terenie Gminy Iłża.

Bednarczyk A, Stanislawek B

Bednarczyk A

Fot. z kolekcji uratowanej przez Pana J. Czarneckiego

DSC_4604

Fot. Ł. Smaga 28.10.2017

„Jo do ciebie chce przychodzić” – Józef Myszka

Jo do ciebie chce przychodzić, powidz Maniu, kochos mnie?
A ty do mnie możesz chodzić, ale kochać to nie, nie.
A ty do mnie możesz chodzić, ale kochać to nie, nie.

Jo ci kupie koroliki, powidz Maniu, kochos mnie?
Koroliki wrzuć do rzyki, ale kochać to nie, nie.
Koroliki wrzuć do rzyki, ale kochać to nie, nie.

Jo ci kupie ładne buty, powidz Maniu, kochos mnie?
Ładne buty obuć moge, ale kochać to nie, nie.
Ładne buty obuć moge, ale kochać to nie, nie.

Jo ci kupie bioło suknio, powidz Maniu, kochos mnie?
Biało suknie oblec moge, ale kochać to nie, nie.
Biało suknie oblec moge, ale kochać to nie, nie.

A jak domy na zapowiedź, powidz Maniu, kochos mnie?
Na zapowiedź możemy dać, ale kochać jesce nie.
Na zapowiedź możemy dać, ale kochać jesce nie.

A jak bedzie dziń po ślubie, powidz Maniu, kochos mnie?
Dziń po ślubie to cie lubie i nad szyćko kochom cie.
Dziń po ślubie to cie lubie i nad szyćko kochom cie.

La la la la…

Dekanat Iłżecki według ks. Jana Wiśniewskiego

W 1911 roku ukazało się opracowanie ks. Jana Wiśniewskiego (1876-1943) pt. „Monografie Dekanatu Iłżeckiego. Dekanat Iłżecki”. Ks. Wiśniewski to historyk Kościoła, społecznik i badacz, autor imponującej spuścizny piśmienniczej, która powstała w latach 1907-1933 i obejmuje 14 monografii dekanatów i parafii położonych w diecezji sandomierskiej, radomskiej, kieleckiej oraz archidiecezji częstochowskiej. Książki te, bogato ilustrowane rycinami, zdjęciami, mapami, zawierające teksty źródłowe mają wielką wartość dokumentalną i poznawczą, stanowiąc nieocenione źródło informacji o zasobach kultury ziemi świętokrzyskiej.

Opracowanie „Monografie Dekanatu Iłżeckiego. Dekanat Iłżecki” jest dostępne w całości na stronie internetowej Polony, pod linkiem https://polona.pl/item/dekanat-ilzecki,ODc4NTQyMDc/637/#index W tym miejscu zostaje zaprezentowana grafika zamieszczona w książce przedstawiająca panoramę Iłży, pieczęcie, widoki kościołów iłżeckich i kościoła w Krzyżanowicach. Opracowane one zostały przez I. Boguckiego i H. Sipowicza, którzy grafiki wykonali na podstawie zdjęć dostarczonych autorowi książki przez ks. Juliana Lipińskiego.

„Do Ciebie Jasieńku” – Józef Myszka

W dalszym ciągu dużą popularnością podczas wesel na Ziemi Iłżeckiej cieszy się ludowa piosenka „Do Ciebie Jasieńku”, utrwalana latami przez Józefa Myszkę, jako nieodłączna część jego repertuaru.

W moim ogródeczku
bieliło się płótno
bieliło się płótno
Nie wie moja mama
bez kogo mi smutno.

Oj smutno mi smutno
bez Janka mojego
bez Janka mojego
Gdybym drogę znała
poszłabym do niego…

Ale drogi nie znam
i pytać się wstydzę
i pytać się wstydzę
a mojego Jasieńka
cały rok nie widzę.

Poszłam na zabawę
stanęłam za drzwiami
stanęłam za drzwiami
A mój Janek pije
z innymi pannami.

Gdy Janek zobaczył
zza stołu wyskoczył
zza stołu wyskoczył
jedwabną chusteczką
wycierał mi oczy.

Nie wycieraj oczu
ja będę płakała
ja będę płakała
I na ciebie Janku
będę narzekała.

Nie narzekaj na mnie
lecz sama na siebie
lecz sama na siebie
Mówiłem ci nieraz,
że się nie ożenię.

Ty żeś się mnie jęła
jak woda kamienia
jak woda kamienia
Żeby się pod nami
rozstąpiła ziemia.

Choć Kasia z Jasieńkiem
rozstać się nie chciała
rozstać się nie chciała
To Kasia z Jasieńkiem
rozstać się musiała.

Zdjęcia pochodzą z kolekcji uratowanej przez Pana J. Czarneckiego

Bitwa pod Iłżą w 1831 r.

Zwycięska dla powstańców bitwa powstania listopadowego w miejscowości Iłża i na przedpolu Iłży (trójkąt: Iłża-Krzyżanowice-Chwałowice), która miała miejsce 09.08.1831. Wojskami Polskimi dowodził gen. Samuel Różycki, zaś rosyjskimi gen. Ksenofont Kvitnitsky. Poniżej opis bitwy zaczerpnięty z dzieła pt. „Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831: od epoki na której opowiadanie swoje zakończył Maurycy Mochnacki przez Ludwika Mierosławskiego. Tom VI” (Paryż 1875). Więcej na ten temat można się dowiedzieć z książki Tomasza Glińskiego pt. „Bitwa o Iłżę w Powstaniu Listopadowym” (Iłża 2014).

„Poszkodne czucie do Kalinkowskiego, którego ciągle gdzieś wyglądał na południku Radomskim i równie ułudny wabik do Obuchowicza po tej linii, pchał Różyckich naprzód; nie później tedy jak po półtorej godzinie dobrze już od świtu zarobionego wytchnienia, Jenerał nakazał dalszy marsz ku Radomiowi, znowu przez las czteromilowy. Czoło kolumny przez pole aż do Krzyżanowic trzymała jazda Wołyńska, kiedy nie doszedłszy na półdrogi do tej wsi, dostrzegła na prawo, od Chwałowic, debuszującą konnicę także, a więc nie oddział Kalinkowskiego. Niebawem, szwadrony te przepuściły działa, które kilkoma wystrzałami obwieściły niezawodną obecność Moskwy w poprzek naszego pochodu. Była to kolumna Kwietnickoja, która idąc od Kazanowa, z Chwałowic rozchodziła się na dwie: sześcioma szwadronami zabiegała nam trakt Radomski przez Krzyżanowice, a dwoma batalionami i półbateryą, w której dwa jednorogi, po prawym brzegu rzeczki szła wprost na miasto. Wypadało nam powziąść szybkie postanowienie i albo przebić się wręcznym bojem na polu przez nieodgadnionej głębokości zaporę, albo też skorzystać z Iłżańskiej topografii, dla przyjęcia za jej osłoną boju odporno-zaczepnego. Jenerał tę drugą obrał zaradę, w wypadku bardzo trafnie, choć nieco ryzykownie; bo gdyby nie zarozumiała niecierpliwość Kwietnickoja, mogliśmy w tej jamie doczekać się za kilka godzin jego i Księcia Wirtemberskiego obławy, Rydygerskich posiłków za Kwietnickojem nie licząc. Szczęściem dla nas, wpierw nadeszły, nieprzyjaciel zbyt podziału wawrzynów druhom swym zazdroszcząc, natychmiast przystąpił do attaku. Jenerał wycofnąwszy się z pola, zaledwie miał czas północne zabudowania przed cieśniną obsadzić dla oka jedną kompanią strzelców Grotusa, z odwodem do obmurowanego cmentarza, a dwie pozostałe tegoż batalionu kompanie wraz z dywizyonem Kwiatkowskiego zaczaił na prawo strugi w dawnem mieście, w zupełnem zakryciu za górą i zamczyskiem.

Na lewo miasta i strugi, za wyniosłością cmentarza, podobnież ukrył batalion kosynierski 22go pułku, a po przed nim, na płaskowzgórzu dalej na lewo, jak najwystawniej kazał się rozwinąć szwadronom Karola Różyckiego. Mogło się nieprzyjacielowi wydawać, że tylko z tą jazdą i garstka strzelców przed cieśniną będzie się miał do rozprawienia. Dowódzca Wołyńców, niezmiennym obyczajem dwa szwadrony z pół szwadronowym przedziałem rozsunął się w jeden szereg i jedną linię, zajmującą prawie do Starosiedlic front czterech Moskiewskich; dwa drugie w niejakiej oddali, także jednoszeregowo, ale w półszwadronowych kolumnach, stanowiły rezerwę. Staczające się lekko ku nieprzyjacielowi płaskowzgórze nadawało temu szykowi perspektywę silnej brygady, a poważny spokój pionowo sztachetnych lanc, wejrzenie najregularniejszego wojska. Dragonów występujących od Krzyżanowic na płaskowzgórze, przegradzał do kolumny pieszej i armat wychodzących z Chwałowic bardzo przykry parów rzeczki; przeciwnie, nasze skrzydła mocno i swobodnie wiązały się w mieście. Dwa dywizyony dragonów a 3ci strzelc. kon. w kolumnie, acz liczebnie więcej niż o jedną trzecią przemagające nasz pułk, bardzo powolnie i nieśmiało zbliżywszy się doń na kroków dwieście, zatrzymały się jakby dla rozsunięcia się do karabinkowej palby, ale K. Różycki od tej subjekcyi zaraz je uwolni. Tymczasem nęcona zniknięciem naszego prawego skrzydła za zamkową górą, artyllerya Kwietnickoja towarzysząc zbliżającej się szybko piechocie, odprzodkowała niedaleko od kaplicy i wzięła na wskroś między – miejską cieśninę, a kościół na cel szczególny. Za wtórym strzałem, trafny granat podpalił drewnianą dzwonicę, a ztąd pożar rozdmuchany silnym wiatrem po posusze rozniósł się w mgnieniu oka na gontowe domki, i aż na gęsty stercz drewnianych krzyżów na cmentarzu. Kompania strzelców prawie bez odstrzału odstąpić musiała północnego przedmieścia i cmentarza batalionowi moskiewskiemu, z obawy bezradnego odcięcia się pożarem od połaci południowej.

Piechota moskiewska nfnie tedy wpada przez wąwóz na rynek starej Iłży; ale tu ją niemal dopierśnie ze wszystkich uliczek, wielu domów, a nawet okien palącego się kościoła wita śmierć okólna. Za uchodzącą tłumnie przez wąwóz, zrywa się przeciągły okrzyk „Jeszcze Polska nie zginęła!” a szybko zebrane w kolumnę kompanje Grotusa i Kwiatkowskiego, samem tem przekleństwem, pędzą Moskwę przez pożogę aż po kaplicę. Równając się na nie, od lewego kosynierstwo Szumskiego z Jenerałem na przodzie wychyla się na pagórek cmentarny i równie śmiało jak bezpiecznie zachodzi na lewą flankę kolumny dragonów, która się właśnie w tej chwili rozlatuje od uderzenia Wołyńców. Można powiedzieć, że cały ten zwrot zaczepny, prawie jednoczesny od końca do końca linii bojowej, nie trwał dłużej jak rozgłos grzmotu po gromnem trzaśnięciu; a pozostał bez odwetu. Jakoż, na widok batalionu w ucieczce rozsypującego mu się pod kaplicą, Kwietnickoj nie tylko że go rezerwowym czy wesprzeć, czy zastąpić nie pomyślał, że oba zamieszane z działami co żywo cofnął pod Chwałowice, a to z powodu nierównie jeszcze groźniejszego dla się widowiska po drugiej stronie parowu. Za bezbojnem wkroczeniem swojej piechoty na północne przedmieście, jenerał Moskiewski posłał pułkowi dragonów rozkaz uderzenia na nasze lewe skrzydło bez pukaniny. Za pierwszym drgnieniem Moskwy, Karol Różycki wybiegłszy o pięćdziesiąt kroków przed front, wydaje komendę „Szwadrony naprzód!” i osobiście całym cwałem konia godzi w majora Hening, który ze swej strony, hamowanym kłusem nieco wyprzedzał dywizyon znaczący szarżę z naśladowniczem umiarkowaniem. Nasz Horacyusz pędem i cięciem zrzuca przeciwnika ze siodła, ale bez obejrzenia się więcej następnych Kuracyuszów; bo sam nie minął we krwi się tarzającego, kiedy nań już od prawego i lewego wyrównane przy okrzyku „Sława Bohu”! a ledwie od cwału zgięte grzebienie grotów, tkwiły w karkach dragońskiej ciżby, szeroko ją przeskrzydlając. Pułkownik moskiewski zaplątany w kołtun złamanego dywizyonu ginie z sześdziesięcio jeźdźcami; owdowiałe konie pospołu z obsadzonemi wpadają na następny, wywracając go i wzrastającą lawiną zagniatają trzeci. Rozhukany od popłochu tabun uchodzi najprzód rdzennie zkąd przyszedł, ale Przyborowski i Dłuski rezerwowe szwadrony wypuściwszy lewem ramieniem naprzód, zabiegają mu drogę do Krzyżanowic i zaganiają na parów, prawem w tył. Massa porażeńców przegramoliła się wprawdzie przez tę zawadę, ale swoją rozsypką zupełnie zasypała piesze skrzydło Kwietnickoja na polu Chwałowic i znowu odprzodkowanym przeciwko naszemu prawemu działom wyloty zatkała.

Tej mistrzowskiej szarży i równie mistrzowskiemu po niej oskrzydleniu, winniśmy, że całe zwycięzstwo nasze opłaciło się trzydziestoma rannymi czy poległymi w piechocie, a w kawaleryi kilku draśniętymi, między którymi od kolczatego ścisku sam dowódzca. Dragonów z pożądańszymi od nich końmi dostało się ośmdziesięciu trzech do niewoli. Od ciężkich ran czy śmierci legło ich na polu brzegiem parowu aż do Malenia, sto ośmdziesięciu; lżej pokłutych, konie przez parów poniosły może drugie tyle; w piechocie moskiewskiej rannych i zabitych, przeszło pięćdziesiąt. Od początku do końca rozprawy bardzo ufny i przytomny, Jenerał od kosynierów ustawionych w czworobok przedd cmentarzem, jako oś nieruchoma zwycięzkiego zachodzenia naszej kawaleryi, pobiegł na swoje praw skrzydło. Tu troskliwie uhamował debuszowanie Grotusa i Kwiatkowskiego z odzyskanego przedmieścia na nagie pola Chwałowic, po powtórnym ogniem moskiewskiej artylleryi; rozważył, że nie ten ogień, to sama zamieć uciekających poprzecznie dragonów byłaby połamała niewprawne szyki naszym strzelcom po tej nagiej równinie, a nieprzyjaciela by nie doścignęli. Jakoż i bez naszej gonitwy, o godzinie czwartej z wieczora, wszelka Moskwa znikła nam z oczu, chowając się w las za Chwałowice. Można by się tu spytać dlaczego, drąc łyko póki się da, Karol Różycki nie próbował przeskoczyć bagnistego parowu za uciekającymi dragonami i z piechotą naszą, która z miasta debuszowała na pole Chwałowic, wziąwszy w klamrę trzy zmieszane bronie nieprzyjaciela nie poszukał sposobności ułowienia dział moskiewskich w tym zamęcie? (…)

Ostatecznie, potyczka sławniejsza niż krwawa, bezpośrednim zyskiem o wiele nie wynagradzała nam klęski ponaszanej o tej samej godzinie, o mil ztąd dziesięć, nad brzegiem Wisły; jednakże, nie nadarzy się już na tym obszarze walka tak skromnego rozmiaru, a któraby swemi moralnemi następstwami donioślej dała się poczuć obu stronom wojującym. Można powiedzieć, że trwoga zabobonna, jaką raz z tego bojowiska rozniosły białe czapki wśród licznej jazdy Rydygera, całą rozbroiła na resztę kampanii, niemal równą kilkotysięcznego niegdyś korpusu Dwernickiego urobiając famę, pięć kroć szczuplejszemu hufcowi Karola Różyckiego. Nie nasza wina, że tylko sześć szwadronów moskiewskich podstawiło się tutaj naszej straży, bo kto ją zrozumiał wyznać musi, że po przewróceniu dwóch naczelnych, cztery czy dziesięć następnych, raz rozpędzonym grotom Wołyńców znacznej by nie zrobiły różnicy. A ponieważ główna siła Rydygera polegała na jeździe, obaczemy że dość mu tej jednej przestrogi, ażeby więcej niż do samobójczego schyłku powstania, stanowczego starcia z Samuelem Różyckim nie szukał, a przeto dostateczna swobodę ruchów i naborów powyżej równoleżnika Radomsko-Kazimierskiego nam zostawił. Od tego dnia, jakby zamroczona dymem iłżeckiego pożaru, mnożąc nieobrachowanych zwycięzców przez niewyczerpalne z przypuszczenia nabory, Moskwa w sześciornasób nas widziała; więc jedynie swej drogi do mostu Kazimierskiego pilnując, odpornie się skurczy na kilkomilowo promiennem kolisku Radomia; ale co tego, to już jej przeszkodzić nie było czem. Jakoż tutaj, sytuacya tysiąca kilku set zwycięzców, bez artylleryi, rezerw ni zaręczonych posiłków, miała pełno stron ujemnych, które się żadną sławą naprawić nie dawały. Znowu trzeba się było wymknąć ztąd jak wczoraj z Opatowa, ażeby się bezradnego obsaczenia nie nabawić. Skoro trudny do obliczenia napastnik chodź odparty, samym że odwrotem swoim  zasuwał nam drogę do Radomia, snadź massa Rydygera nie daleko, a nasz związki z miastem wojewódzkiem niepowrotnie przepadły. Gdzież się teraz podzieją Kalinkowski i Obuchowicz, którzy na tym punkcie, lub na drodze od niego wiodącej zejść się mieli z kolumną jeneralską? Pytanie, na które nie było nawet czasu sobie odpowiedzieć, bo około godziny piątej, kiedy się jeszcze Kwietnickoj nie zupełnie otulił lasem Chwałowic i Jedlanki, oddział tyłozwiadny poprzedzony kilku najosadniejszymi jeźdźcami, przybiegał donosić, że Kże Wirtemberski idąc od Ostrowca przez las Miłkowski, za godzin parę będzie pod Iłżą.”

Iłża na starych grafikach

Widok Iłży. Rok: 1914. Autor: Jan Józef Fischert. Technika: rysunek ołówkiem. Wymiary: wys. 197 x szer. 157 mm. Proweniencja: Rękopis 9173, Jan Fischer: „Pamiętnik Wielkiej Wojny”. Prawa autorskie: utwór w domenie publicznej. Aktualna lokalizacja: Zbiory Specjalne, Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie. Własność: Polska Akademia Nauk. Numer inwentarza: BZS.RKPS.9173.2.

http://pauart.pl/app/artwork?id=5632638a0cf23d5575b22741

Widok Iłży. Rok: 1861. Autor: Alfred Schouppé. Technika: ołówek, lawowanie (w tonie kremowym). Wymiary: 31,0 x 42,3. Prawa autorskie: Utwór w domenie publicznej. Własność: Muzeum Narodowe w Warszawie. Aktualna lokalizacja: Dział Muzeum -Kolekcja Rysunku Polskiego. Numer inwentarza: Rys.Pol.8851/4.

http://cyfrowe.mnw.art.pl/dmuseion/docmetadata?id=17122

Mężczyzna w wysokiej czapce i szarej sukmanie, zdobionej czerwono-niebieskimi dodatkami, na tle ruiny wieży zamczyska. Inskrypcje: u dołu podpisane: Wieśniak z okolic Iłży. Woj. Sandom. Rok: 1834-1839. Autor: Kajetan Wincenty Kielisiński. Technika: tusz i akwarela. Wymiary: 106 x 74,5. Proweniencja: Zbiory Moszyńskich. Prawa autorskie: Utwór w domenie publicznej. Aktualna lokalizacja: Gabinet Rycin, Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie. Własność: Polska Akademia Umiejętności. Numer inwentarza: BGR.RT.007.013.

http://pauart.pl/app/artwork?id=BGR_RT_007_013

Nazwy wsi od czasów Krzywoustego według Piekosińskiego

Franciszek Piekosiński (1844-1906), polski historyk, heroldyk i prawnik, profesor UJ i członek Akademii Umiejętności, w tomie III swojego dzieła „Rycerstwo polskie wieków średnich”, dotyczącego rycerstwa małopolskiego w dobie piastowskiej porusza kwestię źródeł nazewnictwa poszczególnych miejscowości. Zwraca uwagę, że Bolesław III Krzywousty (1086-1138) w okresie swojego panowania (1102-1138), doprowadził do zmian nazw wielu wsi. Z owych wsi „ojczycowych” wyeliminował ludność wieśniaczą, potomków pierwotnych zasiedleńców („ojczyców”), przenosząc ją do innych majątków monarszych, zaś opuszczone wsie, po kilka lub kilkanaście, wydawał w uposażenie rycerstwu – „dynastom”. W ten sposób uposażony „dynasta” w jednej z nadanych sobie wsi zakładał swój dwór, wskutek czego wieś zmieniała nazwę „ojczycową” na pochodzącą od swojego nowego dziedzica. W ten sposób w ciągu XII wieku powstał cały szereg nowych wsi, biorących swe nazwy już nie od wieśniaków „ojczyców”, ale od rycerzy „dynastów”.

Wśród wsi położonych na ziemi radomskiej, które w powyższy sposób zmieniły swoje nazwy Piekosiński zalicza między innymi: Wszerzedzice, wieś w parafii Iłża, której nazwa wskazuje na założyciela rycerza Wszerada, Prendocin, wieś w parafii Iłża, której nazwa wskazuje na założyciela rycerza Prandoty, członka rodu Odrowążów, Pakosław, wieś w parafii Krzynki, której nazwa wskazuje na założyciela rycerza Pakosława, członka rodu Awdańców, Goworzyna, wieś w parafii Krzyżanowice, której nazwa wskazuje na założyciela rycerza Goworę, członka rodu Rawiczów.

Muzeum Wsi Radomskiej. Fot. Ł. Smaga 13.07.2012

Chwałowic z ziemi radomskiej Piekosiński nie wymienia. Niemniej podaje, iż Chwałowice w parafii Kije, Chwałowice w parafii Zawichost, wskazują jako założyciela rycerza Chwała, czyli Chwalisława. Także Falkowa w parafii Bobowa, Fałkowa w parafii Nowy Sącz, Fałkowice w parafii Gdów,  wskazują na założyciela rycerza Falka, czyli Chwałka, czyli Chwalisława. Z kolei Faliszowice w parafii Czchów oraz Faliszów w parafii Skotniki, wskazują na założyciela rycerza Chwalisza, czyli Chwalisława, zaś Faliszówka w parafii Nienaszów i Faliszowice w parafii Chrobrzany, wskazują na założyciela rycerza Falisza, czyli Chwalisza, czyli Chwalisława.