Szkolnictwo polskie w hołdzie narodowi amerykańskiemu na pamiątkę 150-lecia niepodległości Stanów Zjednoczonych

Szkolnictwo polskie w hołdzie USA

W 1926 roku w szkołach na terenie całego kraju zorganizowana została akcja zbierania podpisów w hołdzie narodowi amerykańskiemu na pamiątkę 150-lecia niepodległości Stanów Zjednoczonych. Oryginały zachowały się w Bibliotece Kongresu, a obecnie są dostępne online: https://www.loc.gov/resource/pldec.031/?sp=67

CHWAŁOWICE

1926Chwałowice1

1926Chwałowice2

JEDLANKA

1926Jedlanka1

1926Jedlanka2

KRZYŻANOWICE

1926Krzyżanowice1

1926Krzyżanowice2

MAŁOMIERZYCE

1926Malomierzyce1

1926Malomierzyce2

Strajk Kobiet w Iłży

IMG_20201030_175248813

IMG_20201030_175430282

IMG_20201030_175457360

IMG_20201030_175635893

IMG_20201030_175755812

IMG_20201030_175759830

IMG_20201030_175841355

IMG_20201030_175858373

Fot. Ł. Smaga 30.10.2020

W dniu 22.10.2020 r. Trybunał Konstytucyjny mgr Julii Przyłębskiej wydał wyrok w sprawie K 1/20, którym orzekł, że art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, pozwalający na przerwanie ciąży, gdy badania prenatalne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, jest niezgodny z art. 38 w związku z art. 30 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. To pierwsza tak poważna zmiana wypracowanego w 1993 r. kompromisu aborcyjnego. Orzeczenie to wywołało protesty w całym kraju, które organizowane są w ramach ruchu społecznego: „Ogólnopolski Strajk Kobiet”.

strajk kobiet

„Cóżeś Atenom zrobił, „Sokratesie””. Smutna historia Edwarda Barszcza

Barszcz Edward

Edward Barszcz. „Trybuna Ludu” z dnia 25.06.1980

Życiorys

Edward Barszcz urodził się w 1928 roku w Małomierzycach koło Iłży w rodzinie chłopskiej. W czasie okupacji był partyzantem Batalionów Chłopskich. Po wojnie wstąpił do Stronnictwa Ludowego, od 1949 roku związał się ze Zjednoczonym Stronnictwem Ludowym, a następnie przeszedł do PZPR. Ukończył Wydział Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej, gdzie później wykładał organizację i zarządzanie budową. Od 1951 roku pracował w budownictwie. W latach 1953-1973 zatrudniony był w Zarządzie Budowlano-Montażowym Przedsiębiorstwa Przemysłowego Budowy Huty im. Lenina, dochodząc do stanowiska pierwszego zastępcy dyrektora. Od roku 1973 podjął pracę w Zjednoczeniu Budownictwa Przemysłowego „Budostal” i w latach 1974-1978 zajmował stanowisko jego dyrektora naczelnego. Kierował też pracami przy budowie Huty Katowice oraz unowocześnianiu Huty im. Marcelego Nowotki w Ostrowcu Świętokrzyskim i Huty Zawiercie. W Krakowie kierował realizacją obiektów akademickich oraz układu komunikacyjnego. W kwietniu 1978 roku został prezydentem miasta (jednocześnie wojewodą krakowskim). W czerwcu 1980 roku Edward Barszcz został odwołany ze stanowiska prezydenta i przeniesiony do Warszawy na urząd ministra budownictwa i materiałów budowlanych, który pełnił przez pięć miesięcy. Odznaczony między innymi Krzyżami Oficerskim i Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Partyzanckim. Zmarł śmiercią samobójczą, dnia 25 maja 1981 roku w Warszawie, pochowano go w Krakowie na cmentarzu Rakowickim.

Wyczyn na skalę europejską

Praca w Zjednoczeniu Budownictwa Przemysłowego „Budostal” stanowiła kontynuację działalności prowadzonej przez Edwarda Barszcza w Przedsiębiorstwie Przemysłowym Budowy Huty im. Lenina, na bazie którego utworzono Zjednoczenie. W pamięci swych pracowników i współpracowników zachowana została postać dyrektora całkowicie poświęconego pracy i służbie dla kraju, a jednocześnie wrażliwego na problemy swoich podwładnych.

Janusz Dudek, kierownik działu zatrudnienia „Budostalu”: „Wiele zaangażowania wniósł w rozwój budownictwa patronackiego systemem gospodarczym. W tym zakresie wybudowaliśmy dla młodych sporo mieszkań łagodząc w pewnym stopniu ból mieszkaniowy, jaki występował. Trzeba powiedzieć, że naczelny dyrektor przychodził do organizacji młodzieżowej. Taki dyrektor zjednoczenia to wyjątek: pytał co słychać, czego nam potrzeba. Zachęcał do pogłębiania wiedzy, do podejmowania studiów. Opiekował się u nas studentami Politechniki. Zachowałem szacunek i cześć dla dyrektora naczelnego”.

Inż. Ludwik Bernacki, dyrektor Przedsiębiorstwa Inwestycyjno-Remontowego Przemysłu Chemicznego „Naftobudowa” w Krakowie: „Właściwie Edward nie wychodził przez blisko trzydzieści lat z gumowych butów. Bez przerwy budował. (…) Pracując kilkanaście godzin na dobę, nie mógł rodzinie poświęcić tyle czasu, ile pragnął. To jest zresztą dramat nasz, budowlańców. (…) Schodził z budowy po kierowniku robót, ostatni. Nie zadowolił się tytułem inżyniera, a na magistra rzetelnie się natrudził, nie tak jak inni na zasadzie dzwonienia (…) Cechował go niebywały rozmach. Posiadł umiejętność kierowania dużymi zespołami i – co należy do rzadkości – potrafił znaleźć porozumienie indywidualne z każdym pracownikiem. Prowadził długie rozmowy z robotnikami, brygadzistami i mistrzami. Wszyscy zazdrościli Barszczowi daru nawiązywania szczerego kontaktu z załogą. Robotnicy ufali mu bezgranicznie, ale i on ich nie zawiódł. (…) Angażował się w wielkie sprawy budów i w drobne ludzkie bolączki, załatwianie ich pochłaniało masę czasu. Sam wszystko doglądał, jak dobry gospodarz, ale kosztem wypoczynku i dobra rodziny. Może on z tym osobistym doglądaniem przesadzał? Jeśli wracał do domu około siedemnastej, to w rodzinie Barszczów ogłaszano święto lub dzwoniono na pogotowie. Przedłużał dzień pracy do szesnastu godzin, (…). Pracował intensywnie z tych samych pobudek, co całe nasze pokolenie: byliśmy przekonani, że oddajemy w terminie ważne budowy dla kraju”.

Inż. Henryk Zaręba, dyrektor (po Barszczu) „Budostalu”: „Nie znam innego dyrektora w „Budostalu”, i nie tylko w tym Zjednoczeniu, tak bardzo lubianego i szanowanego przez robotników. Wiedział o ich problemach rodzinnych, zawodowych. On służył tym ludziom. Miał dar dobierania do współpracy właściwych ludzi i umiał z nimi, nawet w chwilach największych trudności, zgodnie współżyć. A współpraca z nim nie polegała na tym, że uderzył ręką w stół i krzyczał: „Tak musi być, bo ja jestem dyrektorem Zjednoczenia”. To nie w stylu Edwarda Barszcza. (…)  Edward na różnych szczeblach zarządzania, wybudował kilkanaście walcowni. Być może nikt w Europie, poza nim, takim wyczynem nie mógłby się poszczycić”.

30411682809

Plakat reklamowy Budostal, 1975 rok, adres wydawniczy: KAW Kraków 1975. Proj. graf. E. M. Chachula, KZGraf. Z-d nr 2 – zam. nr 221/75. 7130 + 120. Z-28/6403.

Krzesło prezydenckie

Na inaugurację prezydentury Edwarda Barszcza w 1978 roku przypadły znaczące dla Krakowa wydarzenia: wpisanie zespołu architektoniczno-urbanistycznego Krakowa na pierwszą Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO oraz powołanie Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa. Rok później zorganizowano pierwszą papieską wizytę Jana Pawła II w mieście. Kontynuowano rozbudowę układu komunikacyjnego, oddano trasę Skolickiego (obecnie Monte Cassino) – Kapelanka – Brożka i nowy wiadukt w al. 29 Listopada. Rozpoczęto budowę osiedli Dywizjonu 303 oraz 2. Pułku Lotniczego. Był to okres intensywnego budownictwa sakralnego – zakończono budowę kościoła w Łagiewnikach, zespołu klasztornego na Azorach, kościołów w Mydlnikach i Swoszowicach. Edward Barszcz ponadto podjął decyzję wstrzymującą dalszą budowę Osiedla Widok oraz zamknął ruch kołowy na Rynku Głównym, co z czasem okazało się dobrodziejstwem dla miasta. Planował również unowocześnienie ruchu drogowego, przebicie się tunelem pod dworcem kolejowym, odciążenie Starego Miasta i budowę wyjazdu na drugą obwodnicę, a także lansował zasadę ściągania przedsiębiorstw z różnych miast w celu rewaloryzacji Krakowa. Pod jego kierunkiem opracowana została koncepcja zwrócenia miasta twarzą do Wisły, poprzez uzupełnianie zabudowy wzdłuż rzeki. Z mapką przedstawiającą wypracowane pomysły jeździł jak domokrążca. Woził ją w torbie i okazywał ważnym oraz wpływowym osobom. Nie siedział w zacisznym gabinecie i nie czekał.

Nominacji Edwarda Barszcza nie przyjęto z uznaniem. Syn chłopa na fotelu prezydenckim, inżynier budowlaniec, z Nowej Huty. Taki prosty w urzędowaniu i w kontaktach towarzyskich, bez wyszukanych manier, pozbawiony cech dyplomaty i zalet krasomówczych. To nie Barszcza typowano na prezydenta. Wymieniano nazwiska profesorów krakowskich uczelni, a przede wszystkim sekretarza Komitetu Krakowskiego.

Po śmierci Edwarda Barszcza w Urzędzie Miasta Krakowa pracownicy nie chcieli się wypowiadać na temat swojego byłego przełożonego. Umawiali się w kawiarniach, nie zgadzali się na ujawnianie swych danych osobowych, posługiwali się ogólnikami. Z rozmów tych wyłaniał się następujący obraz: Urząd Barszcza nie zaakceptował, bowiem nie znał się na procedurze urzędniczej, dopiero zaczynał się jej uczyć, otoczył się pracownikami „Budostalu”, zwalniał zbyt pochopnie, odbywał za często podróże zagraniczne. Według Krystyna Seiberta, dyrektora Biura Planowania Przestrzennego Architektury i Nadzoru Budowlanego, obraz prezydenta wyglądał nieco inaczej: „Znam takich, którzy mieli pretensje do prezydenta Barszcza, gdy ten przychodził do szacownego urzędu dopiero o godzinie dziewiątej. A ja go widziałem inaczej. To był taki człowiek, który – na wzór chłopa – pracował na okrągły zegar. Nie stawiał wyraźnej granicy: na czas pracy i wypoczynku. Godziny urzędowania przedłużał do późnej nocy. Dokumenty magistrackie studiował w domu. W magistratach, a szczególnie – jak sądzę – w krakowskich – obowiązuje styl celebry urzędniczej. Pracownicy lubią czasami popisywać się w obecności prezydenta wiedzą, przygotowaniem do tematu. Kochają usłyszeć: „Tak, to rzeczywiście skomplikowana sprawa, musimy się głęboko zastanowić i przemyśleć”. A Barszcz podejmował decyzje szybko i to niekoniecznie w zielonym gabinecie siedząc wygodnie w wygodnym, głębokim (reprezentacyjnym, a jakże!) fotelu. Podejmował decyzje na przykład w samochodzie, na korytarzu. Szybko, ale nie pochopnie. Zarzucano mu, że dobierał sobie ludzi do współpracy. Dzieje się tak na całym świecie. Tylko u nas, gdy zbierze się kilku facetów stworzonych do roboty, to zaraz nazywamy taką grupę sitwą. Poznałem, współpracując z Barszczem przez dwa lata, jego pogląd na istnienie: najpierw praca dla ogółu, a dopiero potem filozofowanie.”

W wywiadzie przeprowadzonym przez Olgierda Jędrzejczyka dla „Gazety Krakowskiej” na pytanie, jeśli miałby przenośnie określić swoje stanowisko to wybrałby: fotel czy krzesło prezydenckie?, odpowiedział: „Krzesło. Ten urząd, który spełniam, jest normalną pracą i żadnych określeń na wyrost dodawać nie trzeba. Słowo urząd w ogóle oznacza – moim zdaniem – służbę społeczną”.

5d07c5a816b37_p

Rynek Główny w Krakowie w latach 70-tych. Narodowe Archiwum Cyfrowe (NAC)

Willa prezydencka

W Krakowie Edward Barszcz mieszkał w trzypokojowym mieszkaniu w Nowej Hucie w bloku pohotelowym, wraz z żoną, teściową, córką i synem. Prezydentowi oferowano do wyboru kilka reprezentacyjnych lokali, ale odmówił, bo chciał własnego wspólnego domu dla siebie i syna. Zjednoczenie Budownictwa Przemysłowego „Budostal” otrzymało decyzję lokalizacyjną na 3 domki (segmenty) przy ul. Grochowskiej. Wywieszono ogłoszenie na tablicy, jednak zabrakło chętnych. Na budowę zdecydowali się więc Barszcz, oraz zatrudnieni w „Budostalu”: inż. Ślusarek i inż. Bałaga. Mogli do niej przystąpić, zlecając roboty „Budostalowi”, jednak budowa została podjęta poprzez Spółdzielnię Mieszkaniową „Wspólnota”, która dopiero zleciła prace „Budostalowi”. Ten system był bezpieczniejszy i bardziej przejrzysty, bo zapewniał podwójną kontrolę rozliczeniową, pomiędzy spółdzielnią i przedsiębiorstwem oraz pomiędzy spółdzielnią a poszczególnymi użytkownikami. Zwiększało to jednak koszty budowy, bowiem należało opłacać spółdzielnię. Edward Barszcz nie mógł się spodziewać, że ta inwestycja stanie się pretekstem do ataku na jego osobę.

Do sierpnia 1980 roku pisano o nim niedużo, ale wyłącznie dobrze. Po sierpniu 1980 roku temperatura tekstów dziennikarskich wybitnie wzrosła, co dotyczyło szczególnie „Gazety Krakowskiej”. Donoszono, że żona byłego prezydenta chodziła na przyjęcia i oficjalne uroczystości w sukni przetykanej złotem, ogromnej wartości, że Barszcz buduje trzy wille, dla siebie, dla córki i syna (w Krakowie, w Warszawie i w Małomierzycach), że załatwił dzieciom mieszkania w Krakowie. Pisano, że jego krakowska willa wyposażona jest w dwie dodatkowe podziemne kondygnacje, podczas jej budowy zagarnął teren przeznaczony dla przedszkola, zapewnił sobie nadzwyczajny standard wykończenia (sauna, basen, historyczne kominki), krótki termin budowy, użycie specjalnych maszyn budowlanych oraz zamknięcie ulicy Grochowskiej dla ruchu kołowego na czas wykonywania prac.

Faktem jest, że Edward Barszcz wykupił dotychczas zajmowane mieszkanie, które przekazał córce, jednakże sam wykup nastąpił zgodnie z obowiązującymi przepisami. Podobnie jak przepisanie lokalu córce. Zarzucano mu, że „załatwił” synowi duże, luksusowe, dwupoziomowe mieszkanie, tymczasem według prezesa Wojewódzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej syn prezydenta otrzymał dwupokojowe mieszkanie z puli rezerwy zarządu spółdzielni. Nie potwierdziły się, jak się z czasem okazało, zarzuty o nadzwyczajnym standardzie mieszkań, o krótkim terminie budowy, o specjalnych maszynach budowlanych, o zamknięciu ulicy Grochowskiej dla ruchu kołowego na czas wykonywania prac przy „pałacu prezydenta” (zamknięta została tylko na krótko w celu podłączenia budynków do kolektora miejskiego). Nie było także w budynku saun, basenów oraz historycznych kominków z rewaloryzowanych krakowskich kamienic. Przedszkole zaś, które rzekomo zostało pozbawione części terenu, położone było sto metrów dalej.

W wyniku kontroli inwestycji przeprowadzonej przez pracowników Najwyższej Izby Kontroli stwierdzone zostały natomiast nieprawidłowości polegające na wykonaniu inwestycji (trzech segmentów, a nie tylko budynku Barszcza) niezgodnie z projektem budowlanym. Zmiany dotyczyły powiększenia wielkości działki, gabarytów budynków i metrażu pomieszczeń. Według prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólnota” udzielone zostało pozwolenie od szefów resortowych na dodatkową powierzchnię mieszkaniową, do 140 metrów kwadratowych. W przyziemiu wykonane zostały pomieszczenia gospodarcze, które mogły zostać zmienione na mieszkalne, choć nie miały wysokości wymaganej dla pomieszczeń mieszkalnych. Kontrolerzy NIK potraktowali je jako mieszkalne i stąd się wziął zarzut o powiększeniu metrażu. Projekt budowlany zatwierdzony przez właściwy urząd i spółdzielnię zawierał niezatwierdzone zmiany, obejmujące inny sposób ogrzewania, przeniesienie garażu z przyziemia do piwnicy, podwyższenia wysokość kondygnacji, poszerzenia. Zmiany w projekcie nanieśli inż. Ślusarek i inż. Bałaga, użytkownicy pozostałych, takich samych segmentów, chodź ich rolą w tej sprawie nikt się nie interesował. Przyznali natomiast, że Edward Barszcz od samej budowy był daleko, bo nie pozwalały mu na to obowiązki służbowe i społeczne, a jego sprawę wyolbrzymiono, wywołując niepotrzebną sensację.

Portret Edwarda Barszcza pędzla Allana Rzepki, 1985 rok

Portret Edwarda Barszcza pędzla Allana Rzepki, 1985 rok (Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, nr inw. 4358/III)

Upadek

W czerwcu 1980 roku Edward Barszcz został mianowany ministrem, w sierpniu zaczęły się pojawiać pierwsze szkalujące artykuły prasowe, a w listopadzie rozstał się z ministerstwem. Szukał uporczywie zatrudnienia. Nie pragnął wysokiego stanowiska. Kazano mu przeczekać. Aż do śmierci nie otrzymał jednak pracy. Chciał nawet wrócić do Krakowa, któremu oddał najlepsze lata swojego życia, ale Kraków go nie chciał. W dziennikach nadal ukazywały się o nim krytyczne informacje. Nie oszczędzała go krakowska telewizja. Do plotkowania nadawał się znakomicie: były prezydent, były minister, wykluczony z partii, bez stanowiska, z pozrywanymi kontaktami i układami. Do najbardziej perfidnych należała plotka o sfingowaniu przez Barszcza wypadku i wyłudzenia renty. Mimo, że wypadek samochodowy faktycznie miał miejsca, w czasie powrotu z konferencji w Warszawie, obrażenia były poważne i spowodowały, że niemal trzy miesiące przebywał na zwolnieniu lekarskim i renta – zdaniem dyrektora ZUS w Krakowie – prezydentowi się należała w świetle obowiązujących przepisów. Każdy tekst dziennikarski o Barszczu stawał się wydarzeniem, sensacją dnia. A on sam czytał wszystkie teksty o sobie. Doradzano mu, aby odpowiedział publicznie na zarzuty, wytoczył procesy sądowe, ale milczał, i nie zdążył zacząć się bronić… Zupełnie inaczej postąpił prof. Wiktor Zin w tym samym czasie również oczerniany, który publicznie dementował stawiane mu zarzuty. W styczniu 1981 roku Edward Barszcz otrzymał najbardziej dotkliwy cios – wydalono go z szeregów partii. Nie uwzględniono jego trzydziestoletniej pracy. Nie mógł zrozumieć dlaczego go to spotkało, wstydził się nawet jechać do rodzinnych Małomierzyc.

IMG_20200712_085457251

Nagrobek Edwarda Barszcza na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Fot. Ł. Smaga 12.07.2020

„Cóżeś Atenom zrobił, „Sokratesie””

Edward Barszcz dzień 25 maja 1981 roku wybrał z pełną świadomością. Wiedział, że tamtego poniedziałku przebywać będzie w Warszawie córka wraz z mężem, którzy będą mogli w nieszczęściu zaopiekować się jego żoną, Heleną. Pozostawił po sobie dwa listy napisane godzinę przed śmiercią, do najbliższej rodziny i do Kazimierza Barcikowskiego, sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, w których zapewniał, że jest niewinny i odchodzi zaszczuty przez dziennikarzy i kilku „towarzyszy”: „Wykańczanie trwało ponad pół roku, złamali mnie psychicznie. Wiem, że robię Wam wielką krzywdę, błagam i proszę o wybaczenie. Zachowajcie w pamięci to, co potrafiłem robić dobrze, zachowajcie moje lepsze uczynki. Przebaczcie błędy, słabości, zło, które Wam wyrządziłem, poświęcając gros czasu i siebie dla Polski i partii, bo wierzyłem, że robię dobrze. Nie mogę znieść dalszego opluwania i hańbienia siebie, dzieci, żony i rodziny. Wydaje mi się, że ofiarą krwi zmyję część tego plucia, które nam w Krakowie zgotowano za to, że tak dla tego miasta kosztem Was pracowałem…”.

W sobotę 30 maja 1981 roku, w słoneczne popołudnie, Jan Nowak, wiceprezydent Krakowa żegnał na cmentarzu Rakowickim tragicznie zmarłego: „Kiedy rok temu powołano Ciebie na stanowisko ministra, opuszczałeś Kraków z nadzieją, że będziesz mógł kontynuować pracę w wybranym przez siebie zawodzie dla dobra kraju. Dzisiaj, po upływie roku, stoimy przed Twoją mogiłą przejęci głębokim żalem. Nie potrafiliśmy Tobie pomóc i uchronić przed niesprawiedliwością i bezwzględnością niektórych ludzi. Całe swoje dojrzałe życie poświęciłeś Krakowowi. Zapewniamy Ciebie, Edwardzie, że zrobimy wszystko, aby pamięć o Tobie była rzetelna i trwała…”. Na nagrobku zmarłego prezydenta wykuto norwidowskie: „Cóżeś Atenom zrobił, „Sokratesie””.

IMG_20200712_085521584

Tablica na nagrobku Edwarda Barszcza na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Fot. Ł. Smaga 12.07.2020

Pamięć

Dr med. Józef Kusionowicz: „Przyszedłem, aby dać świadectwo prawdzie! W mojej ocenie był to człowiek prawy i skromny. Wychodzący naprzeciw ludzkim kłopotom. Kiedy zaczęła dziać mu się krzywda, zbyt mało było tych, którzy zajęli takie stanowisko, na jakie zasługiwał. Opowieści o jego bogactwie to mit i bajka. Jak na dyrektora, jak na prezydenta, jak na ministra, to nie powiem, że żył biednie (chciałbym użyć tego określenia), ale naprawdę skromnie. Nie może być mowy w przypadku Barszcza i jakimś niegodziwym dorabianiu się, o pogoni za pieniędzmi. Był pazerny tylko na robotę i to do tego stopnia, że w domu go prawie nie widziano. Z pewnością nie miał predyspozycji na dyplomatę. Żądał pracy bez urzędniczego kunktatorstwa. Trzeba znać środowisko krakowskie (i nie tylko). Zazdrość, zawiść i jego dopadła”.

Kazimierz Barcikowski, sekretarz Komitetu Centralnego PZPR: „Rozliczajmy się z ludźmi zgodnie z ich winą i zgodnie ze sprawiedliwością, bez zaszczuwania, czy tez wyrażania zgody na zaszczuwanie ludzi na śmierć. Jeśli będziemy robili inaczej, to trzeba się będzie kiedyś tego wstydzić. Myślę między innymi o sprawie Edwarda Barszcza. Dobrze znałem człowieka i znałem też sprawy, które mu zarzucano. Muszę wam powiedzieć, że ten człowiek został zaszczuty w najgorszym stylu”.

Jan Nowak, wiceprezydent Krakowa: „Gdybym musiał krótko scharakteryzować Edwarda powiedziałbym: to był dobry człowiek! Można mnożyć określenia, wydobywać jeszcze inne cechy byłego dyrektora, prezydenta i ministra, ale żaden przymiotnik trafniej nie wyrazi o nim prawdy. Oddany rodzinie, pomagający każdemu, kto zwrócił się do niego z prośbą. Dobry? Niektórzy powiadają: dobrotliwy. To brzmi jakby czasami pozwalał siebie wykorzystywać. Z pewnością i tacy się znaleźli. Nie nosił maski. Dla wszystkich jednakowy. Dla przełożonych i podwładnych. A ilu nosiło, i nosi, maski? I to nie jedną. Im łatwiej żyć!”.

DSC04947

Małomierzyce. Fot. Ł. Smaga 27.11.2017

Idź zawsze prostą drogą, synu…

Redaktor Edmund Żurek, od trzech lat zbierający materiały na temat Edwarda Barszcza, w roku 1984 odwiedził Małomierzyce. Powodowany ciekawością chciał zobaczyć, jak miejscowi mówili – willę prezydenta. Ani razu nie określono jej mianem willi ministra… Tymczasem zastał drewniany dom z ogródkiem, szopę i zabudowania gospodarcze. Pod płotem leżące deski i pustaki, na budowę planowanej chlewni i stajni. Na którą rodzina zmarłego Edwarda musiała jeszcze poczekać. Matka Teofila Barszcz: „Plotki zabiły mojego syna. Czego ci ludzie nie wymyślą, każdego na wysokim stanowisku posądzają o złodziejstwo! O synu plotkowali, że pobudował trzy wille: w Krakowie jedną, w Warszawie drugą i w Małomierzycach trzecią. Dobrze, że pan przyjechał, niech pan się przejdzie po wsi, wypyta wszystkich i napisze prawdę. Nie zmienił się, gdy został prezydentem, gdy mianowano go ministrem. Chodził w tym samym garniturze, nie przywiązywał wagi do wyglądu zewnętrznego, do jedzenia. Unikał alkoholu. Zmęczony kładł się na łóżku: „-Odpocznę trochę u ciebie, mamo i pojadę”. Nikt na wsi złego słowa nie powiedział o Barszczach, podnosili zasługi starego Józefa, jego oddanie pracy społecznej. Edward zaś to duma wsi. Pierwszy z miejscowej młodzieży ukończył studia. Będąc uczniem, założył w Małomierzycach kółko teatralne. Jako osiemnastoletni chłopak został przewodniczącym Zarządu Powiatowego ZMP. Odwiedzał rodzinną wieś, znajdował czas, aby porozmawiać nie tylko z bratem i z rodzicami. Ojciec Józef Barszcz: „Po wyzwoleniu organizowałem samorządy gminne i powiatowe. Edwarda uczyłem, aby nie był obojętny dla problemów innych ludzi. Nie bój się trudności, mówiłem. Idź zawsze prostą drogą, synu…”

DSCN5721

Małomierzyce. Fot. Ł. Smaga 27.07.2016

Opracowano na podstawie:

https://www.poczetkrakowski.pl/tomy/show_article,edward-barszcz-1169.html; Edmund Żurek, Idź zawsze prostą drogą, synu…, „Kamena. Dwutygodnik Społeczno-Kulturalny” 1984, nr 21, s. 1, 8, 9, 10.

10 lat bloga „Chwalilza”

10 lat

Dnia 28 sierpnia 2010 r., a więc dokładnie 10 lat temu, pojawił się w przestrzeni internetowej blog „Chwałowice, Iłża, region radomski, świętokrzyski”, zwany również „Chwalilza” od swego adresu www. Ta skrócona nazwa wskazuje jednoznacznie, że wiodące mają być zagadnienia związane z Chwałowicami i Iłżą. Tamtego dnia ukazały się na stronie 3 teksty: „Kapliczki przydrożne w Chwałowicach” (w 2 częściach), „Rozbicie hitlerowskiego sztabu dywizyjnego w Chwałowicach” i „Złoża fosforytów w Chwałowicach”. Od tamtego czasu nowe wpisy publikowane są z częstotliwością przynajmniej raz w miesiącu. Niemal nieprzerwanie do chwili obecnej. 10 lat to szmat czasu. Póki jednak pojawiają się pomysły na kolejne wpisy, zaś archiwum zdjęć się rozrasta, a nie topnieje, ta nieco przestarzała już forma aktywności będzie kontynuowana. Trudno przewidzieć jak długo. Czas pokaże. W tym miejscu podziękować należy wszystkim tym, którzy od czasu do czasu tu zaglądają, gdyż dzięki temu zainteresowaniu praca wkładana w istnienie bloga nabiera dopiero sensu. Dziękuję.

10 lat_

W malinowym chruśniaku

IMG_20200718_173002703

W ma­li­no­wym chru­śnia­ku, przed cie­ka­wych wzro­kiem
Za­po­dzia­ni po gło­wy, przez dłu­gie go­dzi­ny
Zry­wa­li­śmy przy­by­łe tej nocy ma­li­ny.
Pal­ce mia­łaś na oślep skrwa­wio­ne ich so­kiem.

Bąk zło­śnik hu­czał ba­sem, jak­by stra­szył kwia­ty,
Rdza­we guzy na słoń­cu wy­grze­wał liść cho­ry,
Złach­ma­nia­łych pa­ję­czyn skrzy­ły się wi­sio­ry
I szedł ty­łem na grzbie­cie ja­kiś żuk ko­sma­ty.

Dusz­no było od ma­lin, któ­reś, szap­cząc, rwa­ła,
A szept nasz tyl­ko wów­czas na­ci­chał w ich woni,
Gdym war­ga­mi wy­gar­niał z po­da­nej mi dło­ni
Owo­ce, prze­po­jo­ne wo­nią twe­go cia­ła.

I sta­ły się ma­li­ny na­rzę­dziem piesz­czo­ty
Tej pierw­szej, tej zdzi­wio­nej, któ­ra w ca­łym nie­bie
Nie zna in­nych upo­jeń, oprócz sa­mej sie­bie,
I chce się wciąż po­wta­rzać dla wła­snej dzi­wo­ty.

I nie wiem, jak się sta­ło, w któ­rym oka­mgnie­niu,
Żeś do­tknę­ła mi war­gą spo­co­ne­go czo­ła,
Po­rwa­łem two­je dło­nie – od­da­łaś w sku­pie­niu,
A chru­śniak ma­li­no­wy trwał wciąż do­oko­ła.

[Bolesław Leśmian]

IMG_20200718_174031820

Tytułowy malinowy chruśniak nie jest wytworem poetyckiej wyobraźni Bolesława Leśmiana. Miejsce to naprawdę istniało i istnieje nadal, za domem Sunderlandów, położonym u stóp wzgórza zamkowego. Towarzyszy mu romantyczna, ale też tragiczna historia. Iłżę Leśmian odwiedzał, spędzając wakacyjny czas u rodziny swojej ciotki, do której ów dom należał. Tutaj poznał swoją pierwszą miłość – malarkę Celinę Sunderland, a dzięki niej wiele lat później lekarkę Teodorę Lebenthal. Mimo, iż pozostawał w związku małżeńskim z Zofią Chylińską rozpoczął się pod iłżeckim wzgórzem zamkowym płomienny romans z Dorą, który trwał aż do śmierci Leśmiana. Zainspirowany swym uczuciem, stworzył jeden z najpiękniejszych i najsłynniejszych cyklów erotyków – „W malinowym chróśniaku”, zamieszczonych w tomiku „Łąka” (1920). Choć kochankowie nigdy się nie pobrali pozostali sobie oddani, a Dora nawet sprzedała swoje warszawskie mieszkanie w celu ratowania pozostającego w kłopotach finansowych Bolesława. Podjęła też pracę w szpitalu św. Łazarza. Bolesław Leśmian zmarł w Warszawie w dniu 5 listopada 1937 r., a w trakcie pogrzebu ponoć Dora nie pozwoliła jego żonie i córkom wsiąść do karawanu. W czasie wojny lecząc chorych zaraziła się tyfusem i zmarła w styczniu 1942 r. W chwili śmierci miała przy łóżku zdjęcie Leśmiana i jego listy, które później zostały spalone. Teodora Lebenthal pochowana została w Iłży, lecz nie wiadomo, w którym miejscu.

IMG_20200718_174134716_HDR

IMG_20200718_174233192

Do malinowego chruśniaka można trafić, skręcając w lewo przed schodami na wzgórze zamkowe. Przechodząc przez podwórze dawnego domu Sunderlandów można niekiedy w okresie wakacyjnym skorzystać z okienka poezji i zaopatrując się w tomik poezji, trafić przez furtkę do malinowego chruśniaka, gdzie czekają drewniane ławeczki i niewielka altanka, a przede wszystkim urok, któremu Leśmian zapewnił nieśmiertelność.

IMG_20200718_180215628

IMG_20200718_183013949_HDR

Fot. Ł. Smaga 18.07.2020

Pożar w Prędocinie dnia 5 (9) września 1815 roku

Poniżej relacja niejakiego Lewickiego ze zdarzenia z września 1815 roku.

DSCN2115

Dworek w Prędocinie. Fot. Ł. Smaga 27.10.2015

Na dniu 5tym bieżącego miesiąca, w Prędocinie wsi w departamencie radomskim, powiecie Soleckim leżącey, wszczął się ogień, a ile podczas mocnego suchego powiewu wiatru, szerzący się wprędce pożar, osadzie całey zbyt gęsto zabudowaney, iuż zbiór z pola do stodoł blizko chałup stojących kończącey, okropnem zagrażał niebezpieczeństwem głodu i nędzy; alić cnotliwa skłonność sąsiadów ku ratowaniu w nieszczęściu bliźnich, mianowicie przez Wgo Turskiego dzierżawcę dóbr Chwałowic i Woli Pasztowey, okazana, który sam osobiście, nietylko z swymi domownikami, ale i kilkudziesiąt ludźmi od roboty oderwanymi, naypierwszy bez wezwzania przybiegł; tudzież obywateli miasta Iłży, iako to: Pana Zawadzkiego Burmistrza, który za postrzeżeniem przez odległość blizko iedney mili tumanu dymu, porządne do gaszenia ognia rekwizyta, to iest: kilko-cebrową miedzianą sikawkę, kilkanaście skórzanych wiader, i osęki, natychmiast ordynował, a pod te nacznia Pan Szymański właściciel poczty, silne 4 konie z naylepszą chęcią skwapliwie zaprzągłszy, sam wraz z Panem Burmistrzem, w szybkim pędzie, na mieysce smutnego widowiska przybył; daley troskliwość Wgo Paszkowskiego Rządcy ekonomii i Woyta gminy, który z Panem Protschkar Adjunktem, o milę drogi dosyć wcześnie, podobież bez żadnego o przypadku pożaru doniesienia, nadążył, i skutkuiący ruch broniącemu ludowi, iuż samem iako mieyscowy zwierzchnik okazaniem się przy ogniu, zachęcaniem, i pełną rostropności radą pomnażał siedzibę zagrożoną spłonieniem, uratować szczęśliwie zdołały, tak, iż tylko 5 chałup i 2 stodół wieyskich, na pastwę płomieni poszły. Jeżeli czyny znakomite, nawet niekiedy z powinności ścisłey wykonywane, publicznem ogłoszeniem bywaią uwielbiane, niemogę zatem zimną przeyść oboiętnością, bym szanownym sąsiadom, iedynie przewództwem cnoty, miłością bliźniego, do tey powinności bronienia od zguby mieszkańców wsi narodowey Prędocina, poczuwaiącym się, nayczulszego podziękowania i wdzięczności, publicznie nieoświadczył, z tem życzeniem, aby im wzaiemności obowiązek niebył nigdy potrzebnym. Lewicki.

Źródło: Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego nr 75 z dnia 19 września 1815 roku, strona 1470.

DSCN3216

DSCN3212

Prędocin Kolonia. Fot. Ł. Smaga 19.07.2020

90 urodziny Pana Jana Czarneckiego

Czarnecki J15

W dniu dzisiejszym, 24 czerwca 2020 roku, 90 lat kończy Pan Jan Czarnecki. Zasłużony poeta ludowy, radiesteta i nauczyciel z Chwałowic. Autor 19 tomików wierszy i laureat wielu nagród i wyróżnień, w tym 44 edycji Nagrody im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej”. Szanownemu solenizantowi przekazane zostały życzenia zdrowia i wytrwałości w rozpowszechnianiu kultury ludowej.

„Odejdę, przeminę”

Jeśli kiedyś odejdę w nieznane –
jeszcze nie teraz może –
to jednak cząstką tutaj zostanę,
gdzie tak swojsko szumi zboże

Gdzie tak – jesienią liście się złocą
a jarzębin grona giną w zeschłej trawie
i cisza zapada nocą,
a o poranku lecą pod niebem kluczami żurawie

Cząstką też zostanę w rozkwitłych jaśminach
i w strzelistości topól sięgających obłoków pierzastych
i w tym uśmiechu, co podarowała mi moja dziewczyna,
kiedym to, w małej sali, w osłupieniu z podziwu zastygł

[Jan Czarnecki]

Czarnecki J16

Fot. z kolekcji uratowanej przez Pana Jana Czarneckiego

„Ośka” – partyzancka legenda Batalionów Chłopskich

Zaproszenie Ośka

W dniu 9 października 2019 r. w siedzibie Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego miała miejsce projekcja filmu dokumentalnego pt. „„Ośka” – partyzancka legenda BCh”. Film został zrealizowany przez Muzeum i sfinansowany z dotacji Województwa Mazowieckiego, zaś producentem wykonawczym filmu jest Wytwórnia Filmów i Widowisk Historycznych „Vis”, Bartosz Bednarczyk i Przemysław Bednarczyk.

Film zaczyna wątek ataku oddziału „Ośki” na hitlerowski sztab dywizyjny w Chwałowicach, który pojawia się również w dalszej części produkcji. Cały film można obejrzeć w serwisie YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=z3DDHRgYuPE

zgrupowanie Oski

W 1982 r. w Chwałowicach, w sąsiedztwie budynku Nadleśnictwa Małomierzyce, przy drodze z Nowej Wsi do szosy Iłża-Lipsko, odsłonięty został pomnik upamiętniający rozbicie przez Oddział Batalionów Chłopskich hitlerowskiego sztabu dywizyjnego w Chwałowicach. Oddziałem ze zgrupowania Jana „Ośki” Sońty, kierował Tadeusz „Baca” Wojtyniak, zaś brawurowa akcja partyzantów z dnia 28 lipca 1944 r. doprowadziła do przejęcia ważnych planów odcinka frontu Sandomierz-Puławy, dużej ilości broni, w tym maszynowej, a także amunicji.

IMG_20191027_070142625_HDR

IMG_20191027_070503466_HDR

IMG_20191027_070327436_HDR

Pomnik i teren byłego Nadleśnictwa. Fot. Ł. Smaga 27.10.2019

Zagroda z Chwałowic w Muzeum Wsi Radomskiej

chałupa

Fot. Marcin Skorupa, „Słowo Ludu” z 20.10.1998 r. nr 244 (14845), s. 8.

W latach 1998-1999 na terenie Muzeum Wsi Radomskiej trwały prace przy rekonstrukcji zagrody wiejskiej z Chwałowic. W skład zabytkowej zabudowy drewnianej z końca XVIII wieku weszły: chałupa, spichlerz, obora ze stajnią, kurnik i studnia. Ten zespół zabudowy wiejskiej miał charakter unikatowy, bowiem była to kompletna zagroda pochodząca z jednego miejsca, podczas gdy w skład pozostałych eksponowanych w Muzeum wchodzą obiekty przeniesione z różnych gospodarstw. Chałupę i oborę zrekonstruowali górale z Orawy, zaś spichlerz cieśle z Muzeum. Niestety, w czerwcu 2001 r. doszło na terenie Muzeum do pożaru, w wyniku którego zabytkowa zagroda z Chwałowic spłonęła.