Jedlanka Nowa, zagrożenie dla ludzi, gehenna dla zwierząt

Lokalną społeczność na terenie Gminy Iłża porusza temat budowy, a dokładnie rozbudowy fermy hodowlanej drobiu na terenie Jedlanki Nowej. Mieszkańcy wioski protestują, osoby zajmujące eksponowane stanowiska bądź ich wspierają, bądź chowają głowy w piasek, bądź tłumaczą własne działania zasłaniając się przepisami wiążącymi ręce, ewentualnie winą obarczają byłego włodarza miasta i gminy. Generalnie współczują, rozumieją i chcą pomóc. Czy szczerze i skutecznie czas pokaże, a może już ujawnia. Medialne zainteresowanie sprawą, o zgrozo, wypłynęło ze strony Gazety Wyborczej, na łamach której ukazał się artykuł. Może milczenie mediów innej opcji, jedynej słusznej dla tego powiatu, ma związek z postaciami i interesami, którym szczególnie zależy na realizacji inwestycji?

Rozbudowa, jak sama nazwa wskazuje, stanowi zintensyfikowanie dotychczasowej działalności, a więc rozbudowę musiała poprzedzać budowa, będąca pierwszym etapem inwestycji. Wówczas, jak się podkreśla, nikt nie protestował. Aby jednak protestować trzeba wiedzieć, a na ile transparentne było ówczesne postępowanie to trudno dziś ocenić. Nie mam na ten temat bliższej wiedzy, zaś roztrząsanie tego jest obecnie bezprzedmiotowe, chyba że zachodziłyby podstawy do stwierdzenia nieważności tamtej decyzji (o środowiskowych uwarunkowaniach), ewentualnie którejś jej towarzyszących (o warunkach zabudowy lub pozwolenia na budowę). Wiem natomiast, że poprzedni włodarz wydał, w mojej ocenie skandaliczną, decyzję w sprawie nielegalnej wycinki drzew przez byłą dyrektorkę Zespołu Szkół i Placówek w Chwałowicach, dokonaną w celu wyeksponowania obserwatorium planetarnego, ignorując istotne dowody w sprawie, podstawione mu pod sam nos oraz pomijając przesłuchanie świadka mającego ważne informacje w sprawie, który jedynie doprowadzić mógł do wszczęcia postępowania w sprawie, ale nie miał już instrumentów prawnych, aby skutecznie zakwestionować formalne uchybienia i zaniechania organu. Przykład ten może, choć nie musi, rzutować na zachowanie poprzedniego organu gminy w innych postępowaniach administracyjnych. Wracając jednak do drugiego etapu inwestycji w Jedlance Nowej, należy zwrócić uwagę na pewne okoliczności wyłaniające się z publicznej już debaty.

Zagrożenie dla ludzi

Truizmem jest twierdzenie, że obowiązujące przepisy prawne gwarantują bezpieczeństwo użytkowania takich lub podobnych przedsięwzięć. Dla ludzi, środowiska, gleby, wody i powietrza. Oczywiście są normy, wymagania, nakazy, zakazy, uzgodnienia określonych organów, możliwości przeprowadzania kontroli itp. W ich świetle każde przedsięwzięcie może się okazać super bezpieczne i nieszkodliwe. W teorii. W praktyce jest tak, że regulacje są często niepełne, niespójne i niejednoznaczne. Bywa również tak, że założenia okazują się wystarczające dla zapewnienia ochrony, a wszystko potem toczy się swoim własnym życiem, mniej lub bardziej zgodnym z tymi założeniami. Zawsze problemem jest natomiast to, że trudniej egzekwować coś, co zostało wcześniej zatwierdzone i usankcjonowane. Bo czyni to zwykle inny organ, bo skutków nikt nie przewidział, bo nie można nadwyrężać przedsiębiorcy zbyt częstymi, a szczególnie niezapowiedzianymi kontrolami itp. Fetor rozprzestrzeniający się od strony pewnej chlewni w okolicy jest na to najlepszym dowodem. Zagrożeniom można zapobiegać o ile są takie możliwości, bo to zawsze lepsze niż zmaganie się ze skutkami zagrożeń.

Kwestie formalno-prawne

Kością niezgody stała się odmowa dopuszczenia do udziału w postępowaniu (w sprawie środowiskowych uwarunkowań) organizacji społecznej założonej przez mieszkańców. Na pierwszy rzut oka organ gminy ma rację powołując się na art. 44 ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku…, który ogranicza udział „organizacji ekologicznych” w postępowaniu, wyłączając te, które działają krócej niż 12 miesięcy licząc wstecz od dnia wszczęcia postępowania. Stowarzyszenie mieszkańców, założone naprędce, tego wymogu nie spełniło. Tymczasem art. 44 wspomnianej ustawy ma wprawdzie charakter szczególny wobec art. 31 Kodeksu postępowania administracyjnego (k.p.a.), ale nie wyłącza tego ostatniego przepisu. Inaczej mówiąc: można nie spełniać wymogów przewidzianych w art. 44, ale można być dopuszczonym do udziału w postępowaniu na podstawie art. 31 k.p.a., na który notabene stowarzyszenie się powoływało. Potwierdził to np. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 07.03.2023 r., sygn. akt: III OSK 1909/21. Wystarczy czasem trochę dobrej woli ze strony urzędu, choćby wystosowanie wezwania sugerującego pewne rzeczy, dopuszczalne gdyż zmierzające do ustalenia rzeczywistej woli wnioskodawcy. Zgodnie z zasadami ogólnymi k.p.a. i pogłębianiem zaufania społeczeństwa do władzy. Być może wsłuchanie się w głos lokalnej społeczności pozwoliłoby na zastosowanie procedury w sposób bardziej przyjazny dla niej. Samo dopuszczenie do udziału w postępowaniu nie przesądza bowiem o meritum sprawy, a przynajmniej urzeczywistnia kontrolę społeczną ważną dla mieszkańców gminy i jest jasnym sygnałem, że na ręce inwestora spojrzy nie tylko urząd.

Rację ma teoretycznie organ gminy, że decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach ma charakter decyzji związanej, a nie uznaniowej, co oznacza, że spełnienie warunków enumeratywnie wymienionych w ustawie powoduje, że organ musi wydać decyzję pozytywną dla wnioskodawcy. Razi trochę taka asekuracja. Póki co ponoć inwestor otrzymał negatywną opinię sanitarną, więc na razie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach nie zdobędzie, ale to wcale nie oznacza, że pozytywnej opinii sanitarnej nie uzyska w przyszłości. Nie jest jednak też tak, że burmistrz nie ma możliwości wydania decyzji odmownej. W sprawie, w której wydawana jest decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach, kluczowym dowodem jest bowiem raport o oddziaływaniu przedsięwzięcia na środowisko. Raport taki jest dokumentem prywatnym, opracowanym przez inwestora, a zawarte w nim stwierdzenia podlegają ocenie jak każdy dowód w sprawie, zgodnie z zasadą swobodnej oceny dowodów. Zadaniem burmistrza będzie sprawdzenie zawartości raportu w kontekście spełnienia wymogów formalnych i merytorycznych. Merytorycznych, co wymaga podkreślenia. Organ musi więc samodzielnie ocenić treść raportu. Tak orzekł Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 08.06.2017 r., sygn. akt: II OSK 2584/15. Tak więc nie wystarczy przyjąć i włączyć fizycznie do akt raportu, sprawdzić kwestie formalne, lecz należy dokonać wnikliwej, krytycznej analizy. Poza tym w postępowaniu administracyjnym można dopuścić każdy dowód, w tym tzw. „kontrraport”, o ile zostanie sporządzony przez osobę uprawnioną (spełniającą wymogi z art. 74a ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku…). Zawsze też można skorzystać z opinii biegłego, jeśli treść raportu budzi wątpliwości i nie można ich rozwikłać bez posiadania wiadomości specjalnych.

Remedium dla tej sprawy byłoby uchwalenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, który swą mocą może udaremnić takie inwestycje, ewentualnie je istotnie ograniczyć. Plan jest procedowany, jest jeszcze trochę czasu, bo inwestor na razie nie otrzyma decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach mając negatywne uzgodnienie, a nadto plan miejscowy, o ile wejdzie w życie, będzie miał wpływ na kolejne rozstrzygnięcia niezbędne do rozbudowy fermy. Trzeba go jednak zrobić porządnie, zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców oraz nie potknąć się na kwestiach formalnych, bo ostatnie słowo będzie należało do wojewody. I aby zminimalizować ryzyko jego uchylenia przez sądy administracyjne, bo inwestor, któremu sprzątnięto sprzed nosa łakomy kąsek raczej nie odpuści prawa do zaskarżenia planu. Za kształt planu miejscowego odpowiada już nie tylko organ wykonawczy gminy, ale także radni, bo to będzie podejmowana przez nich uchwała.

Gehenna zwierząt

Na zakończenie ostatni wątek, pomijany w sprawie i budzący śmiech „racjonalnych obywateli” wolnych od „lewackich” i „pseudoekologicznych” naleciałości. Chodzi o nędzny los zwierząt, w tym przypadku kurczaków hodowlanych. Widok kur na podwórku lub wokół niego nie jest jeszcze obrazkiem zapomnianym, a niekiedy jeszcze można go doświadczyć naocznie. Jeśli nawet trafią w końcu na stół, to jednak pozwala im się w miarę „szczęśliwie” pożyć sobie. A na pewno zgodnie z ich potrzebami behawioralnymi, bo każda kura ma instynktowną potrzebę grzebania w ziemi, skubania zieleniny, wylegiwania się na słońcu, biegania itp. Nawet ustawa o ochronie zwierząt wskazuje, że zwierzętom należy zapewnić właściwe warunki bytowania, przez które rozumie się zapewnienie zwierzęciu możliwości egzystencji, zgodnie z potrzebami danego gatunku, rasy, płci i wieku. Jednocześnie przepisy dopuszczają chów klatkowy drobiu lub ściółkowy, zamkniętych przez całe krótkie życie w ścianach kurnika istot. Żywych. Czy zapewnione są w tym przypadku właściwe warunki bytowania? Każdy może sobie sam odpowiedzieć na to pytanie. Można sobie też nie zaprzątać tym głowy, bo to „tylko zwierzę”. Nie zmienia to faktu, że ferma drobiu nie stwarza warunków odpowiadających potrzebom gatunku, będąc miejscem okrutnego chowu powodującego cierpienia fizyczne (agresja, okaleczenia, ból) oraz psychiczne (stres, strach, zobojętnienie). I to wcale nie znaczy, że zwierzęta mają być równe ludziom, lecz nie są też kawałkami mięsa, dopóki żyją i odczuwają cierpienie.