
Niniejszy wpis jest konsekwencją komentarza, jaki ukazał się pod jednym z wcześniejszych wpisów na tym blogu. Jako, że jest on publiczny to pozwolę sobie go przytoczyć: „Dzięki!!! Twój blog to skarb. Wchodzę tu regularnie co roku i co roku zaskakuje mnie pozytywnie tematyka wpisów. Biorąc pod uwagę krótki okres półtrwania stron i stroneczek czy inicjatyw różnych internetowych podziwiam Twoją konsekwencję w tworzeniu tego bloga. Zastanawiam się jaka jest obecna kondycja społeczna Chwałowic? Macie tam jakiś młodych aktywnych czy dren jak wszędzie? Pamiętam sparringi w piłę z wielopokoleniową ekipą z Chwałowic na początku lat 2000nych. Było coś w tej wielopokoleniowości wyjątkowego. Było czuć rodzinną atmosferę. Szkoda, że wszystko czas rozwiewa i rozmywa… Pozdrawiam!”. W pierwszej kolejności chciałem podziękować Pawłowi za wpis, przypomnienie wydarzeń sprzed dwudziestu lat, a przede wszystkim za tytułowe spostrzeżenie, które dla mnie i jak myślę mieszkańców Chwałowic, a w szczególności związanych ze Szkołą Rolniczą, jest bardzo cenne. Komentując to, co się dzieje w naszej miejscowości, „dzieła” władz powiatowych oraz władz nowo utworzonej placówki, wielokrotnie zwracałem uwagę na kilkudziesięcioletnią, charakterystyczną dla tego miejsca symbiozę pomiędzy utraconą dziś Szkołą Rolniczą a okolicznymi mieszkańcami. Okazuje się, że nie jest to tylko wymysł mojej wyobraźni, ale również obraz dający się zauważyć postronnemu obserwatorowi. Takim właśnie gościem był dwadzieścia lat temu Paweł, z którym graliśmy na szkolnych boiskach w piłkę nożną. Zapamiętał, jak kleciliśmy zespół z miejscowych chłopaków z różnych roczników i stawaliśmy do rywalizacji z przyjezdnymi. Wielopokoleniowość była faktem, a rodzinną atmosferę odczuwało się. W tym przypadku nie tylko czas, ale przede wszystkim ludzka ręka odpowiada za rozwiewanie i rozmywanie tradycji naszych Chwałowic.


„małe boisko”
rdzą pokryte wspomnienia
ślady stóp niewidzialne
głosy są niemym echem
farbą złuszczone latarnie
stoję pośrodku boiska
na skruszonym asfalcie
za mną bramka złamana
wokół linie zatarte
piłki już nie ma przy nodze
nikt nie krzyknie – podawaj
tylko lipy zaszumią
widząc postać znajomą
